Rzecz działa się przed kilkunastoma laty. Był styczeń, zima ostra. Wraz z sąsiadem wybrałem się na ryby, łowiliśmy spod lodu na zbiorniku zaporowym. Na blaszki pod lodowe - własnej produkcji, ryba brało dość energicznie, często uderzał okoń. Łowione garbuski miały 20-25 cm. Tafla lodu była czysta- nie zalegał na niej śnieg. Wyciągnięte sztuki rzucaliśmy na lód, jako że panował tęgi mróz ok. - 10 C, ryby w kilka sekund zamarzały. Kilka sztuk skostniało i przyjęło formę rogalika. Widząc, że cały czas biorą ryby o podobnym wymiarze, postanowiliśmy zakończyć wędkowanie po złowieniu kilkunastu sztuk. Na połów, na mormyszkę lub spławikową nie zdecydowaliśmy się, gdyż było bardzo mrozno. Złowione ryby - zamarznięte, wrzuciliśmy do torby i wrócili do domu. Od chwili złowienia do powrotu minęło ok. 4 godzin. W domu ryby wrzuciliśmy do wanny w pralni, napuściliśmy zimnej wody z kranu. Po chwili część ryb ok. 70% odżyła. Czyli potwierdził się fakt, że po zamrożeniu organizm żywy, powraca do stanu pierwotnego
Komentarze