W dniu 16.09.2012r., w Gozdowicach na parkingu o 6.00 rano zebrało się dwunastu wędkarzy – spinningistów, z czternastu zapisanych, aby powalczyć o I puchar sklepu wędkarskiego „U Ernesta”. Szybka odprawa, rozdanie kart startowych, opisanie charakterystyki łowiska i o 6.30 rozpoczynamy. Już w samochodzie z Sitkiem i Sławkiem postanowiliśmy, że traktujemy te zawody bajtowo, po prostu chcemy rozpoznać nowe tereny, na których dotąd nigdy nie łowiliśmy. Ja i Sławek pójdziemy w górę, na główki za kanał, dotychczas na zawodach zawsze chodziliśmy w dół rzeki i mamy tam swoje ulubione miejsca. Odre w Gozdowicach znamy tylko do kanału w górę i w dół do trzcinowisk, a warto na okręg znać nowe miejsca. Więc tak jak postanowiłem ruszamy w górę, Sitek natomiast idzie w dół, bo tam nie miał okazji jeszcze wędkować. Większość wędkarzy rusza za nami w górę rzeki, będzie ciężko łowić jazie i bolenie w takim tłoku.
Woda spokojna, pogoda super, lecz przez pierwsze dwie i pół godziny nie mam brania. Spotykam się z Sitkiem jest zerowy, wrócił z dołu tam wszystkie główki zajęte przez grunciarzy. Krótka wymiana zdań, już wiem że Waler ma ryby, Mateusz ma szczupaka 60+, Lunatik też ma szczupaka 50+. Sito zostaje na główkach w stronę cypla, zostawiam z nim Wilczka i Mańka, i postanawiam iść w górę w stronę Czelina, co prawda tam jest Sławek bez wymiarowej ryby. Na odchodne rzucam „- Sito to ja biorę się do roboty, nie wypada zerować”.
Słowo się rzekło, czas brać się do pracy, za trzcinowiskiem, zajęta główka przez miejscowego, następna jest wolna całkowicie pod wodą, rozmyta. W połowie na napływie oczkuje jakaś ryba co dwie minuty, chyba kleń. Niestety nie udaje mi się niczym go skusić. Idę na kolejną, w ciszy, sam. Kolejne puste, bez brań. Następna jest piękna, oderwana od brzegu przerwaniem podstawy przez prąd rzeki. Rzut jeden, druki, trzeci i nagle miły opór na końcu kija. Zacinam w tępo, chwilę czuję ładną rybę na kiju, lecz spada, kolejne rzuty i w drugim w tym samym miejscu branie, zacięcie, przewalenie się przez powierzchnię szczupaka i obcinka. Co za pech. Idę na kolejną, tak samo odcięta jak poprzednia i następna też. Ustawienie się w dogodnym miejscu, rzut na napływ pod główkę, trzy obroty kołowrotka, potężne branie, błysk srebra na powierzchni, ogromny wir i luz. Boleń odpływa z moim kleniowo –jaziowym woblerkiem.
Sprawdzam żyłkę, no tak, postrzępiona po poprzednim szczupaku, odcinam 20cm. i wiążę na nowo mały woble rek, przesuwam się o metr w stronę brzegu, rzut i powolne prowadzenie. Nagle branie, błyskawiczne zacięcie, przez sekundy czuję opór ryby na kiju, zacięcie zbyt mocne i długie, bo nim je skończyłem ryba spadła. Papieros na uspokojenie, metr w dół i rzut. Pierwszy nic, drugi nic, trzeci pod innym trochę kontem i branie, zacięcie błyskawiczne, precyzyjne i kij zaczyna pulsować. Siedzi ładny jaź, szybki hol, zejście z rybą w dół ze trzy metry podebranie i jest medalowy Jaź 50cm. Kolejne rzuty nie przynoszą brania, spłoszyłem je, na następnej widzę Sławka wrócił z góry, lecz źle się ustawił aby tamtą główkę obłowić, wszedł potencjalnym rybą „na głowy”.
Między czasie mija mnie Mateusz idzie w górę kolejno obławiając główki za kleniem, szczupaka już ma to każda kolejna ryba się przyda aby wygrać. Podchodzę do Sławka, cyka mi fotkę z jaziem, gadamy chwilę pokazuję mu jak powinien obłowić tą główkę. Nadal jest na zero, widział na niej żerującego bolenia, lecz jak się zbliżył po dwóch rzutach ryba zamilkła. Mateusz oddalił się od nas na dwie główki, więc idę na następną. Sławek decyduje się na powolne wracanie, mówi że na tą to bez sensu iść bo przed chwilą ją Mateusz obłowił na małe woblerki. Mimo to mówię, że spróbuję. Wchodzę po cichu, robię swoje i w drugim rzucie mam branie, zacięcie, hol i jaź 36cm. jest już na brzegu. Idę dalej, mijam się z wracającym Mateuszem, wymieniamy dwa zdania. Postanawiam obłowić jeszcze pięć główek i powrót, niestety nie mam brań. Wracam , w drodze powrotnej obławiam tylko te miejsca, które uważam za rybne. Tak dochodzę bez brania do zalanej główki, na której poprzednio widziałem oczkującego klenia. Postanawiam spróbować na boleniówkę, może to Bolek tak oczkował, skoro nie miałem efektu na woblerki jaziowo-kleniowe.
To był strzał w dziesiątkę, w drugim rzucie trzy obroty i potężny stop. Siedzi, kij pulsuje, kołowrotek gra. Nie jest to olbrzym, szybki hol i boleń 58cm., ląduje na brzegu. Czas się zwijać, kawał drogi na powrót, jest 12.32, to sporo czasu. Dzwonię do Sławka, on niestety zerowy. Spotykamy się na drodze i razem wracamy. Telefon do Sitka, ma klenia, a Waler dwa szczupaki i okonia. Jest super, ryby dopisały.
Na miejscu szybki pomiar ryb i zdanie kart startowych. Statystycznie było dobrze. Pięć osób wyzerowało, lecz mieli ryby na kiju tylko nie udało im się szczęśliwie ich wyholować. Siedem osób z rybami. Czas zaprezentować kolejność: 7m. – „Luk”, Łukasz Nowakowski Okoń 23cm. = 110pkt. 6m. – Wojciech Wąsowski Okoń 23cm. i 24cm. = 240pkt. 5m. – „Sito”, Patryk Mazurek Kleń 28cm. = 325pkt. 4m. – „Lunatyk”, Marcin Gawryłkowicz Szczupak 60cm., Okoń 25cm. = 1275pkt. 3m. – „Mateusz”, Mateusz Wąsowski Szczupak 65cm. = 1350pkt. 2m. – „Waler”, Marcin Walerczyk Szczupaki 54cm. i 57cm., Okoń 24cm. = 1945pkt. 1m. – „Prezes28” Ernest Kwiecień Jaź 49cm. i 36cm., Boleń 58cm. = 2495pkt. Wszystkim uczestnikom składam serdeczne gratulacje. Czy było świetnie, czy się podobało? Niech wypowiedzą się uczestnicy. Było organizacyjnie wzorowo.
Komentarze