W sumie byłem zaskoczony… i to pięciokrotnie! Na początku niewielką ilością obserwujących poczynania czołówki polskiego spławika i to pomimo, że pogoda dopisała i można było bez większych problemów w spokoju i ciszy oddać się emocjom związanym z zawodami. To pierwsze zaskoczenie.
Drugie to sobotnie wyniki – 5 „jedynek” pięciu zawodników siedleckiego Trapera… Dosłownie i w przenośnie przepaść dzieli zawodników „czarno-czerwonych” od reszty zawodników z pozostałych klubów. Po prostu, jak to powiedział jeden trenerów ekipy z północy Polski: „Mamy Trapera i daleko, daleko nic więcej! Sobota to nokaut ekipy Trapera! Wcale nie byłbym bardzo zdziwiony, gdyby dziś powtórzyli wczorajszy wynik!” I za bardzo ten „ktoś” się nie pomylił. Drugiego dnia, co prawda kolejnej „piątki” nie było – była „siódemka”, ale też z niesamowitą przewagą (pierwszego dnia – 12 pkt. sektorowych nad drugą drużyną Neptuna z Gdańska, a drugiego dnia 9 pkt. nad opolskim Mivardi)… Trzecie to przewaga Wiktora Walczaka nad swoimi kolegami z klubu – 17105 gr (9900+7205) i dwa pkt sektorowe, drugim Grzegorzem Mazurczakiem 11055 gr (4750+6305) i dwa pkt sektorowe i trzecim Wojciechem Kamińskim 11285 gr (8210+3075) i trzema pkt sektorowymi (zresztą pudło indywidualnie było tylko i wyłącznie dostępne na zawodników Trapera!!).
I czwarte zaskoczenie to spokój Wiktora Walczaka w odławianiu płoci… Pełna koncentracja i żadnych zbędnych i nerwowych obserwacji kolegów z boku. Miło się ogląda sposób łowienia w przypadku tego zawodnika… I jego refleks przy braniu w momencie donęcania procą. Dwa proste, prawie tygrysie ruchy i proca leży spokojnie na tacce, a ręce już operują tyczką po błyskawicznym zacięciu. Nawet nie zauważyłem jednego ruchu w postaci błyskawicznego, niezauważalnego ruchu dłoni na odłożenie procy! Moja żona, obecna razem ze mną w trakcie niedzielnego spaceru wśród łowiących zadała mi proste i banalne pytanie: „Widziałeś ? Jak on to zrobił ? Przecież to był ułamek sekundy na te dwa ruchy?” Co miałem odpowiedzieć… Na mnie też to zrobiło niesamowite wrażenie!! I jak zahipnotyzowany nie mogłem się ruszyć dalej, stałem i obserwowałem spokój i opanowanie Mistrza… Pełną koncentrację… Pełne skupienie na prostych czynnościach.. Przez cały czas te same opanowane czynności… Wyjazd tyczką, oparcie na balkonie, lewa ręka po konopie i procę… Wymierzenie dokładne prawą i strzał lewą ręką - zawsze wokół spławika i w to samo miejsce! Szybki ruch dłoni do tyczki i zacięcie… Kilka sekund później wyholowana i wyhaczona ryba w siatce. Błyskawiczne założenie przynęty na haczyk i wyjazd tyczką… Itd., itp. I żadnego zbędnego ruchu i spojrzenia w bok (czy to na lewo, czy to na prawo) lub w tył… Wśród seniorów obserwowałem jeszcze jedynie Zbigniewa Milewskiego… Humor tego zawodnika i jego towarzyskie obejście było powodem, dla którego równie miło można było śledzić sposób łowienia. A pokazowe złożenie podbieraka z demontażem kosza w kilka sekund robiło wrażenie. Pomimo, że pierwszy podchodził do wagi, to zanim komisja sędziowska poprosiła o ryby do wagi to po złożonym podbieraku na pokrowcu już leżała złożona tyczka ! Jeden z sędziów widząc to wszystko zażartował: „ Panowie pośpieszmy się z ważeniem, bo kol. Milewski zwinie cały sprzęt zanim zaczniemy ważyć!”
I ostatnie - piąte zaskoczenie. Sędziowe! Profesjonalni, mili, uprzejmi. Przynajmniej dla kręcących się po sektorach. O zawodnikach i ich sądach nie mogę się wypowiedzieć… Ale naprawdę jest miło, jak sędzia podchodzi do przystających obserwatorów i informuje kto w pobliżu łowi, czy mu idzie lepiej, czy gorzej… Przypomina o zwracaniu uwagi na wyjazdy tyczek do tyłu… Żeby zatrzymywać się pomiędzy numerami na stanowisku, nie rozmawiać głośno, nie komentować nieudanych holi ryb… Przy czym robili to nie złośliwe, a z uśmiechem na ustach! Informowali na życzenie przy wejściu do sektorów, gdzie kto łowi ze znanych lub poszukiwanych osób i jak mniej więcej łowi dziś. Każdemu zawodnikowi po zważeniiu ryb i podpisaniu karty dziękowali za udział i żegnali się poprzez uścisk dloni na pożegnanie. Proste gesty, a jakie miłe i sympatyczne! Panowie sędziowe z innych okręgów uczcie się od swych kolegów z wiadomego okręgu !! Uczcie się, bo w swej pracy macie wiele do nadrobienia ! Ja jako sędzia z prawie trzyletnim stażem Wam to mówię... Może i małym, ale wiele mnie nauczyło takie prowadzenie i obserwowanie zawodów!
Byłem też na stanowiskach kobiet.. Tak się złożyło w losowaniu w drugim dniu, że w sektorze D1 na stanowiskach 5, 6 i 8 łowiły odpowiednio: Lidia Kulka, Kamila Justa-Kowalska i Joanna Drgas (zajęte miejsca w sektorze odpowiednio w kolejności stanowisk i nazwisk jw. – 3, 2 i 1 miejsce). Było, oj było na co popatrzeć ! I wcale nie mam na myśli tylko i wyłącznie płci, oczywiście pięknej ! A raczej, prawie na pewno jej (ich ?) umiejętności…
Spostrzeżenia moje w drugim dniu zawodów dotyczyły przede wszystkim donęcania, a w zasadzie dostrzeliwania procą robactwa (przeważnie pinki) i konopii… Otóż w większości donęcanie samą pinką powodowało błyskawiczne pojawienie się na stanowisko drobnych okoni i jazgarzy. W pierwszym przypadku stwarzało to konieczność pomiaru i wrzucenia ich … do wody, czyli niepotrzebna strata czasu, a w drugim przypadku małą ilość punktów za drobnego jazgarza… W przypadku dostrzeliwania konopii i donęcania systematycznego z kubka na stanowisku dłużej utrzymywala się płoć. Aczkolwiek nie w każdym sektorze i nie na każdym stanowisku była to reguła sprawdzająca się na 100 % !
Skoro według mojej żony dzień był miło i ciekawie spędzony – to co ja „tyczkoholik” mam powiedzieć? Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami ze stwierdzeniem: „Do zobaczenia za rok” !!
Komentarze