INTUICJA SPINNINGISTY Z Robertem na majowe spinningowanie umówiłem się wstępnie jeszcze na początku kwietnia. Nie ukrywam, że propozycja Kolegi wspólnego spinningowania była dla m nie atrakcyjna, gdyż chciałem podpatrzyć w akcji dobrego spinningistę na naszej wodzie. Ponadto Robert jest niesamowicie sympatycznym i skromnym człowiekiem, co było dodatkowym atutem. Ostatecznie termin został sprecyzowany podczas ostatniego pobytu nad jeziorem. Wędkujemy od rana 2 maja. Ja docieram nad jezioro około 8.00 i po wypiciu kawy i wstępnych ustaleniach dotyczących pływania montujemy się na katamaran i wychodzimy na wodę. Oczywiście od rana jest niesamowicie zimno, więc wiatrochłonne stroje i ciepłe czapki ratują nam skórę. Wyposażenie Roberta jest imponujące. Trzy wędki, każda dostosowana do innego typu przynęt, nie wspomnę o woblerach różnej maści, jerkach, w tym sławnym buldogu, twisterach, ripperach. Muszę przyznać, że niektórych przynęt w życiu nie widziałem. Jak się później okazuje to nie tylko wygląd przynęt ale także ich praca w wodzie są rewelacyjne. Zaczynamy wędkowanie od spokojnej zatoczki, gdyż prawie na całym jeziorze wieje silny północno-wschodni, przenikliwie zimny wiatr. W krótkim czasie Robert zapina pierwszego szczupaczka, później następnego. W końcu ja dostaję także śledzika. Po przeczesaniu bez większych efektów wschodniego brzegu płyniemy pod północny, gdzie koledze schodzi z przynęty miękkiej pod pasem trzcin dobrze ponad dwukilowy szczupak. Po zmianie przynęty prawie w tym samym miejscu jest kolejne uderzenie, ale niestety też bezskuteczne. Kolejne próby nie przynoszą efektu. Przenosimy się w kierunku zachodniego brzegu. Kolejne uderzenie na przynętę Kolegi i kolejny maluch. Nawet się nie obejrzeliśmy jak mija cztery godziny wędkowania. Widzimy pod jednym z brzegów w szuwarach tarło prawdopodobnie płoci. Zdaniem Robert jak trą się płocie, to w pobliżu muszą być okonie. Bierzemy lekkie kije i okoniowe gumki. Jak to Robert mówi kolor motoroil i przystępujemy do regularnego obmacywania wody. Cisza! Po kilkunastu minutach Robert podejmuje decyzję, że spróbuje kilka rzutów na jezioro, może okonie stoją gdzieś w rejonie wyczekiwania na głębszej wodzie. Za drugim rzutem zacięcie i jest okoń. Dobre dwadzieścia centymetrów. Kolejne rzuty przynoszą Koledze kolejne okonie. W końcu piękne przytrzymanie na opadzie i po chwili ląduje w łodzi piękny garbus 37 cm. Robimy zdjęcia i okoń wraca do wody. Ja mam dwa pobicia ale ryby nie podnoszę, patrzę z podziwem na mistrza. Dalsze pół godziny nie przynosi na tym miejscu efektów, jak i zmiana miejsca. Dochodzi piąta godzina spinningowania więc powoli wracamy do przystani. Po drodze rozważam, wiedza i doświadczenie, a może tak ważna w wędkarstwie intuicja spinningisty podpowiedziała Koledze gdzie stoją okonie!!! (zdjęcie okonia zastaną dołączone po otrzymaniu poczty od Roberta) zdjęcie zostało dołaczone 5.05.2011
Komentarze