Reklama

Intuicja spinningisty

03/05/2011 23:39
INTUICJA SPINNINGISTY
Z Robertem na majowe spinningowanie umówiłem się wstępnie jeszcze na początku kwietnia. Nie ukrywam, że propozycja Kolegi wspólnego spinningowania była dla m nie atrakcyjna, gdyż chciałem podpatrzyć w akcji dobrego spinningistę na naszej wodzie. Ponadto Robert jest niesamowicie sympatycznym i skromnym człowiekiem, co było dodatkowym atutem. Ostatecznie termin został sprecyzowany podczas ostatniego pobytu nad jeziorem. Wędkujemy od rana 2 maja.
Ja docieram nad jezioro około 8.00 i po wypiciu kawy i wstępnych ustaleniach dotyczących pływania montujemy się na katamaran i wychodzimy na wodę. Oczywiście od rana jest niesamowicie zimno, więc wiatrochłonne stroje i ciepłe czapki ratują nam skórę. Wyposażenie Roberta jest imponujące. Trzy wędki, każda dostosowana do innego typu przynęt, nie wspomnę o woblerach różnej maści, jerkach, w tym sławnym buldogu, twisterach, ripperach. Muszę przyznać, że niektórych przynęt w życiu nie widziałem. Jak się później okazuje to nie tylko wygląd przynęt ale także ich praca w wodzie są rewelacyjne.
Zaczynamy wędkowanie od spokojnej zatoczki, gdyż prawie na całym jeziorze wieje silny północno-wschodni, przenikliwie zimny wiatr. W krótkim czasie Robert zapina pierwszego szczupaczka, później następnego. W końcu ja dostaję także śledzika. Po przeczesaniu bez większych efektów wschodniego brzegu płyniemy pod północny, gdzie koledze schodzi z przynęty miękkiej pod pasem trzcin dobrze ponad dwukilowy szczupak. Po zmianie przynęty prawie w tym samym miejscu jest kolejne uderzenie, ale niestety też bezskuteczne. Kolejne próby nie przynoszą efektu. Przenosimy się w kierunku zachodniego brzegu. Kolejne uderzenie na przynętę Kolegi i kolejny maluch. Nawet się nie obejrzeliśmy jak mija cztery godziny wędkowania. Widzimy pod jednym z brzegów w szuwarach tarło prawdopodobnie płoci. Zdaniem Robert jak trą się płocie, to w pobliżu muszą być okonie. Bierzemy lekkie kije i okoniowe gumki. Jak to Robert mówi kolor motoroil i przystępujemy do regularnego obmacywania wody. Cisza! Po kilkunastu minutach Robert podejmuje decyzję, że spróbuje kilka rzutów na jezioro, może okonie stoją gdzieś w rejonie wyczekiwania na głębszej wodzie. Za drugim rzutem zacięcie i jest okoń. Dobre dwadzieścia centymetrów. Kolejne rzuty przynoszą Koledze kolejne okonie. W końcu piękne przytrzymanie na opadzie i po chwili ląduje w łodzi piękny garbus 37 cm. Robimy zdjęcia i okoń wraca do wody. Ja mam dwa pobicia ale ryby nie podnoszę, patrzę z podziwem na mistrza. Dalsze pół godziny nie przynosi na tym miejscu efektów, jak i zmiana miejsca. Dochodzi piąta godzina spinningowania więc powoli wracamy do przystani. Po drodze rozważam, wiedza i doświadczenie, a może tak ważna w wędkarstwie intuicja spinningisty podpowiedziała Koledze gdzie stoją okonie!!!
(zdjęcie okonia zastaną dołączone po otrzymaniu poczty od Roberta)
zdjęcie zostało dołaczone 5.05.2011
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama