Witam wszystkich blogerów. W tym artykule chciałem przedstawić moją historię z wędkarstwem.
Wszystko zaczęło się od chwili, kiedy wuja zabrał mnie ze sobą na ryby, gdy miałem pięć lat. Od razu mi się to spodobało. Po długich namowach udało mnie się namówić ojca by upił mi wędkę. Był to bat Shimano długości 4m, który mi wiernie służył, aż się nie złamał, z szkoda, bo był idealny do lekkiego łowienia płoci, wzdręg, karasi i okonków. W tym samym dniu tata zabrał mnie nad pobliski staw i złowiłem moją pierwszą, upragnioną rybę - płotkę. I tak w weekendy jeździłem wędkować z batem w ręku. Po mniej więcej roku dostałem wędkę z kołowrotkiem. Przez następne dnie trenowałem zarzucanie zestawu, a gdy się już nauczyłem pojechałem z tatą na staw karasiowy. Brały jak oszalałe i w ciągu dwóch godzin złapałem ok 30 rybek. Nie były duże, miały najwyżej 15cm ale przysporzyły mi tyle radości, że w gronie rodzinnym wspominałem tę wyprawę przez następny tydzień. Kilka lat później na komunię dostałem dwie wędki, a przed przetestowaniem ich (a było gdzie) powstrzymywał mnie tylko fakt, że w tym miejscu co ja komunię obchodziło jeszcze kilka rodzin. I tak mi mijały lata z wędkarstwem przeplatanym przymusem chodzenia do szkoły i nauki. W 2007 roku pierwszy raz łowiłem w morzu, w miasteczku Niechorze, przyznając z niezłym sukcesem. Złowiłem wtedy kilogramowego leszcza, płoć ok 30cm, babkę byczą i fląderkę. W zeszłym roku, w tej samej miejscowości również wędkowałem, tylko że w pobliskim kanale z niezbyt zachęcającą, zieloną wodą. Ale rybom to nie przeszkadzało w minimalnym stopniu i brały w najlepsze. W ciągu jednej, trzy-godzinnej wyprawie złowiłem z tatą ok 10 leszczy, 5 płoci i okonka. Po powrocie z nad morza, kilka tygodni później złowiłem moją pierwszą rybę na spinning: prawie półmetrowego szczupaczka, a po kilku dniach następnego, ale niewymiarowego. Dwa lata temu złowiłem mojego pierwszego karpia i amura, tego samego dnia i dodatkowo następnego amurka. Karpik miał 35cm, pierwszy amur 33 cm, a drugi 27cm. I tak sobie łowiłem, aż do tego czasu złowiłem 12 karpi. W tegoroczne wakacje udało mi się złapać kilka japońców od 35 do ok 40 cm, z czego jestem dumny. Obecnie mam kilka wędek, których używam i kilka, które zostawiłem i nie mogę się ich pozbyć z sentymentu. To by było na tyle z mojej historii. Dziękuję za przeczytanie i proszę o wyrozumiałość, bo to mój pierwszy taki wpis. Pozdrowienia dla wszystkich wędkarzy i połamania kija!
Komentarze