Reklama

Jak Kochanowski

04/11/2010 00:18
Poniższe opowiadanie powstało na bazie opowieści a także własnych obserwacji i traktuje o prawdziwym zdarzeniu. Zdarzeniu, które ujrzało światło dnia już kilka lat temu ale do dziś żyje we mnie przez echo i zatrważające skutki. W ciężkich chwilach życia wracam do tego zajścia aby poukładać na nowo jego sens i ustalić priorytety ziemskiej pielgrzymki…

Był to piękny lipcowy dzień kiedy z moim nauczycielem wędkarskiego rzemiosła ale także nauczycielem wszelkich dziedzin życia (tatą) wybrałam się nad Królową polskich rzek – Wisłę. Gorące popołudnie ciągnęło nad brzegi rzek i jezior całe rodziny szukające odpoczynku i relaksu. Idąc pieszo na moje ulubione miejsce gdzie stawiałam pierwsze kroki w wędkarstwie i kolejne w pasji jaką jest rysunek, podziwiałam uroki wakacyjnych dni. Szerokie piaszczyste plaże zalane promieniami słońca, soczyście zielone trawy, szum wody, koncerty ptactwa i krzyki bawiących się dzieci urozmaicały ten i tak świetnie zapowiadający się czas.

Minęliśmy plażę, gdyż tata lubi wędkować nieco na uboczu, w miejscu gdzie nie będą go niepokoić rozbawione dzieciaki czy inni wędkarze. Tato rozkładał swój sprzęt a ja jako, że nie miałam jeszcze wtedy zapału do trwania w ciszy spacerowałam brzegiem zrywając kwiaty na wianek. Nieopodal taty z dwojgiem małolatów, bo dzieci miały może po 5 może 7 lat, rozłożył się młody mężczyzna i metodą spinningową próbował złowić intensywnie żerujące bolenie. Usiadłam na trawie i plotłam z żółtych jak słońce mleczy wianek. Dzieciaki ganiały za motylami i bąkami uwijającymi się wśród kwiatów, beztrosko oddając się wygłupom.

Przyszedł mi pomysł aby udać się na dłuższy spacer wzdłuż rzeki, w celu obejrzenia kąpiącej się w promieniach letniego słońca okolicy. Doszłam do ciekawego miejsca z dala od ludzi gdzie swą koronę rozłożyło gigantyczne drzewo. Jego pień był tak potężny, że ja stojąc bezpośrednio przy nim czułam się jak najmniejsza drobinka piasku. Siadłam naprzeciwko, wyjęłam z torebeczki notes i ołówek i postanowiłam uwiecznić widok potężnego znaleziska.

Tym czasem na łowisku nieopodal łowiącego taty wydarzyło się coś o czym chciałam napisać. Co dokładnie działo się podczas mojej nieobecności wiem z opowieści taty. Otóż żerowanie boleni było tak intensywne, że co chwila dało się słyszeć kolejne pobicia. Ojciec dzieciaków zaintrygowany swym niepowodzeniem zaczął je tłumaczyć hałasującymi pociechami. Uciszał dzieci, prosił o spokój aż wreszcie kazał odjeść im w głąb lądu i bawić się z dala od niego jak i od rzeki. Obaj tatuśkowie byli tak pochłonięci połowami, że nie spostrzegli jak dzieciaki swych wygłupach zapuszczały się coraz bliżej stromej burty. W pewnym momencie dało się słyszeć potężny plusk. Zarówno mój tata jak i tata bawiących się dzieci ten plusk przypisali jednemu z hałasujących boleni po czym kontynuowali odpoczynek. Po chwili przybiegło jedno z dwojga dzieciaków zalane łzami i jąkając coś niewyraźnie wskazało rączką w stronę stromej burty.

Ciarki przebiegły tacie po plecach i czarny scenariusz stanął przed oczami. Co wtedy czuł młody mężczyzna jest wręcz nie do opisania. Rzucił się pędem w stronę urwiska i nie zastanawiając nawet sekundę wskoczył wprost w rwącą wodę. Pływał, nurkował, krzyczał, szukał ale żadne z poczynań nie zwracało mu utraconego „Skarbu”. Dziecko przepadło w toni i znikło jak w przepaści. Tata widząc całe zajście wykonał telefon na policję. Może to nie były wówczas najodpowiedniejsze służby ale będąc w szoku takie powziął kroki. Kolejny telefon wykonał do mnie każąc mi bezwzględnie iść do domu bo mama dzwoniła i prosiła o pomoc w sprzątaniu mieszkania. To było oczywiście tylko zagrywką aby oszczędzić mi tego dramatu, który rozgrywał się nad Wisłą.

Ojciec zaginionego chłopczyka nie dopuszczał i wciąż kontynuował poszukiwania. Ale jego czyny były coraz bardziej obłędne a nawoływania przeradzały się w majaki, płacz i krzyk. Po godzinie od wykonanego telefonu pojawiła się policja wraz z płetwonurkami i rozpoczęto poszukiwania na szerszą skalę. Jak się później okazało, wielogodzinne starania policji i nurków nie przyniosły żadnego efektu. Nikt nie odnalazł chłopca ani nawet samego ciała.

Dramat w życiu tego mężczyzny rozpoczął się na dobre przez jedną głupią chwile nieuwagi. Człowiek dzień w dzień wracał nad Wisłę w miejsce zdarzenia i kontynuował rozpaczliwe poszukiwania. Pewnego dnia znaleziono ciało dziecka wiele kilometrów niżej od zdarzenia. Mimo to załamany ojciec powracał nad skarpę i zanurzony po pas w wodzie godzinami z obłędem w oczach patrzył w nicość. Dni zamieniały się w tygodnie a on zapominając o istnieniu zapuścił dom i życie rodzinne. Żona zabrała drugie dziecko i wyprowadziła się w nieznane mu miejsce uprzednio wylewając na niego żale i przypisując mu 100% winy. Jeszcze dziś po kilku latach od tragedii można spotkać tego człowieka patrzącego w nurt Wiślanej wody. Wody, która niegdyś ciągnęła go nad brzeg dla wypoczynku i która obdarzała pojmanymi okazami. Teraz w tej wodzie widział tylko zło i rozpacz. Niektórzy wędkarze uganiający się za sumami mieli sposobność widzieć nieszczęśliwca zanurzonego w wodzie i stojącego w bezruchu nawet nocami.

Człowiek, który miał dom, żonę i dwóch uroczych synków przez chwilę nieuwagi, przez chwilę zapomnienia, które zdarzają się przecież każdemu z nas, stał się zarośniętym, zaniedbanym i zrozpaczonym dziwakiem. Przez lata nie potrafił się pozbierać, sam nie umiał sobie pomóc a pomoc innych odrzucał. Dla mnie podobny był do Kochanowskiego, który po utracie Urszulki też nie mógł się pogodzić ze światem. Jednak swoje pretensje wylewał z serca na kary papieru tworząc jakże znane nam treny. Natomiast bohater tego opowiadania wszystkie żale, rozpacz, gorycz, złość i beznadzieję kładł do swego na strzępy porozrywanego serca.

To zdarzenie jest w mojej głowie i sercu do dziś i pewnie już na zawsze pozostanie. Zastanawiam się o czym myślał ten człowiek stojąc w wodzie całymi godzinami? Zapewne przeklinał ten piękny letni dzień i te bolenie, które tak go pochłonęły. Miałam tego zdarzenia nie opisywać i pozostawić je dla siebie. Jest ono dla mnie niezwykle ważne i pokazuje wartości i priorytety ludzi. Ukazuje środki do jakich potrafimy się uciec aby osiągnąć tylko złudnie ważny cel. Czasem wystarczy tylko chwila nieuwagi i człowiek podobny do nas traci wszystko. Nie potrafi odwrócić losów, nie potrafi się pozbierać, nie potrafi żyć.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama