Całe zdarzenie miało miejsce 22.08. Wybrałem się na zasiadkę karpiową na 4dni. Postanowiłem wziąć ze sobą spinning ponieważ też są tam duże szczupaki. Po rozłożeniu sprzętu, zjedzeniu czegoś ciepłego zapadł zmrok, więc tylko nawinąłem żyłkę o,20mm na kołowrotek i odłożyłem zestaw na jutrzejszy dzień. Z rana (ok. 4.30) zarzuciliśmy znowu zestawy karpiowe, co zajęło nam około 1h. Gdy dochodziła godzina 6.00 i już był w miarę jasno poprosiłem kolegę aby nauczył mnie jak mam prowadzić przynętę, i jaką założyć. Wybraliśmy rippera 7cm był on kolory białko niebieskiego. Kolega zarzucił pierwszy raz i pokazywał mi rożne techniki, na podbicie, podwójne podbicie itd. Ja Zarzuciłem pierwszy raz i nie specjalnie mi to wyszło. Natomiast za drugim razem coś zahaczyłem, coś ogromnego a dodam że ten spinning był okoniowy małe cw. wyrzutu i mięciutki blant, a żyłeczka tez cieniutka. Natychmiast odjazd, ryba wyciągał mi około 150m żyłki i musiałem po brzegu za nią lecieć, gdy już trochę żyłki nawinąłem na kołowrotek zacząłem pompować. Czułem że to może potrwać, jak bym walczył z 2m sklejką wrzucona w wodę. Na dodatek nie za bardzo umiałem łowić i cały czas mnie instruował kolega, co mam robić, żeby nie dawać luzu itd. Po 25min wali do podbieraka wskoczył kar zaczepiony za tylną płetwę. Razem z kolegą przez pierwsze sekundy nie wiedzieliśmy co powiedzieć, po prostu opadły nam szczęki. Po zważeniu okazało się ze karp waży aż 7,5kg ! Po zrobieniu fotek karp w dobrej kondycji wrócił do wody. Przez resztę zasiadki miałem dobry humor, z powodu karpia, a drugi powód to był tekst mojego kolegi na początku walki z karpiem "Metrowa - nie ma ch*** metrowa albo sum!". I tak nauczyłem się spinningować rzucony na przysłowiową głęboka wodę.
Komentarze