... także nad wodą.
Przyznam się, że do „skreślenia” tego felietoniku przyczyniły się dwa zdarzenia:
1) Przez swoją nieuwagę zniszczyłem swoją ulubioną, super miękką, „drgającą”, która swoją „pracą” wielokrotnie „dostarczała mi” nad wyraz przyjemnych doznań. Inne „czerwone”, wyjmowane kolejno z futerału, okazały się już tylko smutną namiastką „oryginału”.
2) Zaopatrzenie kilkunastu sklepów wędkarskich, które odwiedziłem w ciągu ostatnich dwóch tygodni.
Poszukując super light fi 3,7 lub 4 mm, napotkałem bierny opór „materii”.
No cóż, tymczasowo „pocieszyłem” się fi 2,7 mm, ale po małej „rekonstrukcji” (fot. 1).
Do tego celu użyłem rurki termokurczliwej, przezroczystej fi 3,6 do 4 mm, nożyczek i zapalniczki (fot. 2). Klej i lakier są zbyteczne.
Odcinek rurki ok. 5 cm naciągamy na końcówkę tak, by jej część pozostała „pusta” ( ok. 1 cm), (fot. 3). Ten maleńki fragment nagrzewamy do momentu, gdy rurka „skurczy” swą średnicę do przekroju mniejszego od przekroju oryginalnej szczytówki (fot. 4 i 5). Takie zakończenie pozwoli nam na bezproblemowe wsunięcie szczytówki w otwór członu wędki, a równocześnie zapobiegnie przesuwaniu się rurki po tejże (fot. 7, strefa A).
Następnie nagrzewamy drugi koniec rurki (ok. 1 cm) tak, by dobrze zacisnęła się na pręcie szczytówki (fot. 6). Ważne: unikamy nagrzewania „drgającej”.
Ta „operacja” zapobiegnie zsunięciu się tulejki przy zmianie szczytówki na inną, a równocześnie zlikwiduje niepotrzebne, wystające po złożeniu zgrubienie i uszczelni połączenie (fot. 7, strefa C ). Dokonujemy próby włożenia szczytówki. Jeśli dobrze zacisnęła się na całej długości strefy B, możemy być pewni, że „umiejscowiła się” centrycznie i połączenie jest należyte. Jeżeli nakładka wydaje się być zbyt „gruba”, wystarczy bardzo delikatnie podgrzać strefę B (fot. 7) i ponowić próbę.
Całkowity czas „operacji”: około pięciu minut.
Znakomicie sprawdziło się w „praktyce”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze