Obserwacje kilogramowego leszcza złowionego jesienią i wpuszczonego do dużego akwarium dowodzą czegoś wręcz przeciwnego. Leszcz do jedzenia "staje na głowie" dosłownie i w przenośni, bo pochłania wielkie ilości podawanej mu karmy, łapczywie i wielkimi porcjami. Wsypane do akwarium (w jedno miejsce) ziarna kukurydzy pochłaniał łapiąc je po 7-8 razem ze sporą porcją żwirku z dna, który następnie wypluwał. Co zaskakujące, po chwili wypluwał także... skórki ze zmiażdżonych zębami gardłowymi ziaren. Spora garść kukurydzy znikała po kilku minutach, a to był tylko jeden, i to mały, podleszczak. Wyżej opisane obserwacje potwierdzają to, o czym wiedzą wytrawni łowcy leszczy: te ryby zmiatają zanętę jak odkurzacz i jeśli wędkarz wsypie za mało karmy, po prostu ławica odpływa w inne miejsce i brania się urywają. Duże, liczące kilkadziesiąt sztuk stada jeziorowych "łopat" można zatrzymać w miejscu odmierzając zanętę bez mała na wiadra.
Komentarze