Reklama

Jaskółki Bleak Shad i Bleak Shad Pro

07/09/2015 08:26

Miewacie niekiedy tak, że po pewnej akcji wewnątrz gdzieś utkwi drzazga, która później uwiera na samą myśl o powtórce?
Tak. Wiem co to za uczucie. Wyobraźcie sobie, że kupujecie całą kolekcję przynęt, w której rozmiarów i kolorów jest tyle, że nie idzie spamiętać. Idziecie nad wodę i nie wiadomo dlaczego ryby nie chcą nawet powąchać żadnej z nich. I jeszcze raz... i jeszcze... Kiedyś mnie to spotkało, a w ruch poszły właśnie – jaskółki! I wiecie co? Albo te ryby były nienormalne – albo ich wcale tam nie było.

No tak ale zapomniałam dodać, że mowa o okoniach. Te niewdzięczniki mają do sobie to, że nie sposób na ryby wybrać się z jednym rodzajem przynęt. Jednego dnia szaleją za obrotówkami żeby kolejnego całkowicie je olać na rzecz leniwie prowadzonych jaskółek. Okonia nie rozgryziesz, a przez to na ryby wybierzesz się w kamizelce wypchanej po brzegi. Kiedy brania słabną, jak najszybciej zmieniamy przynętę i zaczynamy poznawać te ryby na nowo.

Reklama

Po prostu PRO!
Do jaskółek przekonałam się właśnie za sprawą Phoenixa Bleak Shad i Bleak Shad Pro (czyt. dalej BS i BS PRO).  To one wyleczyły mój uraz. Już nie tylko nie krzywię się na myśl o łowieniu na jaskółki, lecz nie mogę się doczekać kiedy kolejną poślę pod zwisającą nad wodą gałąź żeby po chwili pochłonął ją okoniowy przyjaciel.

Niezawodne killery okoniowe…
Niegdyś okoń uważany był za rybę, którą stosunkowo łatwo złowić. Była to zazwyczaj pierwsza zdobycz młodego wędkarza rozpoczynającego swoją wielką przygodę.Okoni jest jednak coraz mniej (oczywiście nie wszędzie) i z czasem wcale nie stają się głupsze. Doprowadzili do tego m.in. \"wędkarze\" przez co o dużego pasiaka coraz ciężej. Na szczęście wędkarstwo też nie stoi w miejscu i wciąż tworzone są i testowane nowe przynęty mające trafić w gusta m.in. tych pasiastych ryb, ale i wędkarzy. Jaskółki Phoenixa okazały się strzałem w 10! Ryby szaleją za nimi. Nie zastanawiają się przed zassaniem miękkiej gumy, która bardzo „apetycznie” opukuje dno czy przeczesuje toń. Miałam przyjemność testować BSy i BSy PRO przez dłuższy okres, w różnych warunkach i muszę przyznać, że pomimo wcześniejszej awersji ogromne zaskoczenie i przyjemność z łowienia sprawiły iż na dłużej zakotwiczą w moich pudełkach.

Reklama

Kilka słów o pracy
Jaskółeczki zostały wyprodukowane z wytrzymałej lecz bardzo miękkiej gumy. Ustawiają się na dnie ogonkiem nieco skierowanym w górę, po czym delikatnie kładą na dnie. Ja zbroję je w główki 1g, 1,5g lub 2 gramowe, gdyż wędkuję głównie z brzegu i na stosunkowo niewielkich głębokościach. Niekiedy również wykorzystuję je w wolnym opadzie nad zarośniętym dnem.
Wydawałoby się, że owe przynęty praktycznie wcale nie pracują. Jakiś tam ruch ogonkiem w wodzie oczywiście zachodzi ale tutaj WŁAŚNIE O TO CHODZI. Znikoma praca nie jest tu wadą, lecz przeciwnie. Intensywna praca blaszek, zamiatające ogonem rippery nie zawsze skuszą ryby do ataku. Może się okazać, że akurat będą je płoszyć, kiedy BSy i BSy PRO wolno opadając na dno idealnie naśladują śniętą rybkę. I właśnie to w jaskółkach jest wielkim plusem! Zostawiając je na kilka sekund w bezruchu możemy się spodziewać, że jeżeli w pobliżu są ryby to nie oprą się one tak smakowitemu i łatwo dostępnemu kąskowi. A przynajmniej tak im się będzie wydawać.

Żyj kolorowo!
Ogromna paleta barw, tyle kombinacji kolorystycznych... po które sięgnąć? W słoneczne dni najlepiej sprawdzają mi się przynęty w bardziej stonowanych barwach, bez przesadyzmu, choć trochę brokatu to tu, to tam też nie zaszkodzi. Jednak gdy tylko nachodzą chmury, ściemnia się lub tego dnia pogoda jest deszczowa to nic tak skutecznie nie kusijak jarzeniowy BS posłany w toń. Z kolorami nie bójmy się kombinować. Dajmy rybom szansę zobaczyć ich potencjalną ofiarę.  

Reklama

Czy rozmiar ma znaczenie?
Rzecz jasna zależy o co chodzi.  Co prawda jaskółkę 6,5 wciągnie okonek niewiele od niej większy, lecz z tymi większymi sztukami już różnie bywa. Jeden zaatakuje większego od siebie woblera inny się go wystraszy. To zależy od intensywności żerowania. Niech kombinowanie wejdzie nam w krew. Ale to już temat na inny tekst.

Jeszcze jedna sprawa na koniec...
Na pewno przyjemnie jest łowić ryby i do tego duże, ale przede wszystkim sam fakt wędkowania powinien dostarczać wiele radości. Nie zapominajmy o tym! Tak jak samo grzebanie w aucie przynosi przyjemność pasjonatom majsterkowania, a niekoniecznie efekt końcowy (fajnie jeżeli uda nam się go przy tym nie zepsuć :P). Chodzi o to żeby robić to co się kocha kiedy tylko ma się na to okazję. To co? Kije w dłoń i na ryby?!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama