Reklama

Jeden dzień-dwa jeziora

06/03/2015 18:13

Jadąc na kilka dni do Niemiec postanowiłem po drodze odwiedzić pojezierze legnickie i zobaczyć co tam w wodzie słychać. Po przestudiowaniu stron i wpisów w internecie postawiłem na jezioro Jaśkowickie. Dwadzieścia kilka hektarów pięknej czystej wody położone pomiędzy wsią a polami. Łowić w zasadzie można z każdej strony choć część jeziora odgradzają prywatne posesje. Nad wodą byłem o 7 rano. Pogoda nie była zbyt optymistyczna , silny wiatr oraz co chwilę padający deszcz bądź grad nie wróżyły mega osiągnięć. Powiem więcej- nie dawały nadziei na żadną rybę.

Reklama


Przygotowałem zanętę zimową na płocie, dodałem troszkę zapachów mających zwabić również leszcze oraz wsypałem piknkę, białe i posiekane dendrobeny. Jeden zestaw to standardowa gruntówka z koszyczkiem , ze względy na wiatr zrezygnowałem z feedera. Druga wędka to spławik 2g, haczyk 12, przypon 0,14 żyłka główna 0,18. Na hak spławikówki zakładam pinkę a na grunt dendrobena i kukurydza. Zarzucam i czekam. Po 4 godzinach siedzenia udało mi się zmoknąć, zmarznąć i zniechęcić. Oprócz tego widziałem jeszcze buszujące drapieżniki i masę lecących żurawi. Postanowiłem się zwijać. W tym momencie napatoczył się jakiś miejscowy . Panie- mówi- tu już nie ma ryby, na sieci wszystko wyłapali. Jedynie w Kunicach jeszcze coś zostało.

Reklama


Szybko myślę i postanawiam sprawdzić czy faktycznie w Kunicach coś jeszcze jest. Mam tam tylko kilka kilometrów a czasu jeszcze dużo. W Kunicach nad jeziorem kunickim wybieram miejscówkę w środku wioski. Tu jak by cieplej i miej wieje. jeszcze przed rozłozeniem sprzetu udało mi sie zobaczyć spławiające ryby co nastroiło mnie optymistycznie. Sprzęt taki sam z tym ze zmieniam gruntówkę na sztywniejszą bo postanawiam rzucać maksymalnie daleko. na hak dendrobena i rzut na dobre 60 m. Ustawiam na stojaku i rozkładam spławikówkę. Kilkanaście metrów obok siedzi dwóch panów którzy zdążyli mnie juz poinformować że szkoda mojej fatygi bo i tak nic nie bierze. W tym czasie sygnalizator zaczyna piszczeć a małpka od uderzenia w wędzisko spada z żyłki. Zacinam i pudło. Holuję zestaw na brzeg, dendrobena przykładnie objedzona zakładam znów na hak i rzut mniej więcej w tą samą okolicę. Spławikówka w wodzie na haku znów pinka. Sygnalizator znów daje znac, znów zacinam i znów pudło. Tym razem zmieniam hak z 10 na 8, powtarzam rytuał i odkładam wędkę. Obserwuję kolegów z boku , sprzętu cała masa, wart więcej niż moje auto. Próbują z gruntu i na bolonki 9 metrowe... U nich cisza a u mnie znów piszczy. Zacinam i tym razem jest. opór mały więc kolos to nie jest ale zawsze! Po chwili na brzegu mam płoć-23 cm. Jestem zadowolony, widze zazdrość w oczach sąsiadów. Na co łapiesz?-pytają. Siedzę nad jeziorem Kunickim jeszcze 4 godziny i w tym czasie wyciągam z gruntu 12 płoci, wszystkie powyżej 20 cm. Na spławiku mimo zmiany przynęty nie dzieje się nic ale i tak czuję ogromą satysfakcję. Na końcu wszystkie płocie wypuszczam z powrotem do jeziora. Od sąsiadów słyszę że jestem głupi....

Reklama

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama