Na wstępie chciałbym zacząć od tego, że lin to ryba niedoceniana przez wielu wędkarzy, ale niektórzy zdają sobie sprawę jak ciężko jest przechytrzyć go i łowić regularnie. Ja należę do tych drugich i odnoszę się z wielkim szacunkiem do tych czerwonookich ryb. Na skuteczne łowienie tłuściochów składa się wiele czynników takich jak: wybór odpowiedniej wody, wybór stanowiska, nęcenie czy też warunki atmosferyczne. Preferuję duże jeziora sielawowe ale lubię także połowić na tych mniejszych linowo – szczupakowych. Zdarza się wielokrotnie, że na linowej wodzie wraca się do domu o kiju a nawet bez najmniejszego brania.
W zeszłym roku obrałem sobie ciekawą miejscówkę nad jeziorem sielawowym w mojej okolicy (woj. Pomorskie) z krystalicznie czystą wodą. Nęciłem to miejsce około dwóch tygodni gotowaną kukurydzą. Kilka wypadów nad wodę zaowocowało paroma pięknymi tłuścioszkami. W tym roku jest troszkę inaczej. Stanowisko nęcę od miesiąca, praktycznie regularnie co drugi dzień gotowaną kukurydzą i peluszką a wymiarowego lina jeszcze nie złowiłem. Jedyne co wchodziło w zanętę to leszcze. Złowiłem dwa nawet ładne takie po ok. 2 kg, jednak to nie na leszcze jeżdżę w to miejsce.
Na sprężynę z gruntu złowiłem jednego linka takiego ze 20 cm. Płocie dobrze biorą w tym miejscu, dają sobie radę nawet z trzema założonymi ziarnami kukurydzy na haczyk. Trzeba przyznać, że to całkiem ładne płoteczki takie do 30 cm, ale też nie na płocie tu przyjeżdżam. Miałem jeszcze jeden kontakt z większą rybą ale ta niestety się wypięła. Jestem prawie pewny, że to był ten długo wyczekiwany lin, z resztą każdy wędkarz wie o czym mówię, to się po prostu czuje. Na tych mniejszych jeziorkach udało mi się złowić kilka ładnych linków ale to nie te liny jak z mojego ulubionego dużego jeziora.
Co czuje wędkarz, który robi „niby” wszystko dobrze a efekty ma mizerne? To ja wiem najlepiej. Czuje się pewne zaskoczenie, zdziwienie oraz nawet zawód związany z tą całą sytuacją. Każdy kolejny dzień wędkowania nie napawa optymizmem. Co najgorsze to nie widać żadnych śladów żerowania linów, pomimo że kukurydza jest regularnie wyjadana z łowiska. Nieobecność tłuściochów umila mi moja dziewczyna, która spędza swoje wolne chwile wraz ze mną nad wodą. Dziękuję Ci Justynko. Egzystencja z przyrodą oraz relaks jakiemu oddaję się nad jeziorem podtrzymują mnie na duchu. Widok samicy krzyżówki i płynącego za nią stadka kacząt oraz perkozów, które karmią młode na środku jeziora jest po prostu wspaniały. Moje zainteresowanie ornitologią ujawnia się szczególnie nad wodą ze względu na brak czasu na wyjścia w teren z lornetką czy też aparatem fotograficznym.
A liny?? … Bóg jeden wie czy będzie mi dane powalczyć, z którymś złotym przedstawicielem tego jeziora. Wiem jedno, do końca sierpnia na pewno nie zrezygnuję z wypadów nad moją ukochaną miejscówkę. A brania?? … będą to będą, a jak nie będzie to na sto procent za rok tutaj wrócę. A teraz?? … Teraz jadę nad wodę! Pozdrawiam brać wędkarską! pikemeister
Komentarze