W piątek 22 pażdziernika 2010 roku z kolega Rysiem z mojego koła postanowiliśmy zakończyć letni sezon wędkarski.Samochodem z przyczepą kampingową obładowani sprzętęm,zanętami i przynętami wybraliśmy się na wyrobisko III koło Zaboru w lubuskiem.Zastanawiając się po drodze,czy zastaniemy wolne stanowiska dotarlismy póżnym popołudniem na miejsce.Stanowiska były wolne.Niestety,mimo usilnych prób nie udało się złowić żadnego żywca,dlatego też o drapieżnikach trzeba było zapomnieć bynajmniej w pierwszą noc.
W ruch poszły gruntówki z rosówkami na hakach.Może karp,może lin a może sum zechce się połakomić. Niestety,nawet poranny szron połyskujący w promieniach wschodzącego słońca nie poprawił wędkarskich humorów. Ani karp,ani sum ani żadna inna ryba nie połakomiła się na apetyczne rosówki. Potrzebne są żywce. Kolega Rysio wojował z drobnica która w oddali nieśmiało oczkowała. Ja w międzyczasie wywiozłem zestaw karpiowy z proteiną krabową na włosie. Do tego kukurydza i inne kule proteinowe jako zanęta.Miejsce jak wymarzone w pobliżu lilii wodnych.Przez cały dzień połowów łupem padło kilka uklejek złowionych w odległości ponad 30m od brzegu.Nadzieje na drapieżnika ożyły.
Wieczorem dołączyła para zaprzyjażnionych wędkarzy z Zielonej Góry.Marysia i Jurek.Przy ognisku i kieliszku naleweczki powspominało się wspólne letnie wędkarskie eskapady.Do rana i póżniej do południa nie zagrał żaden sygnalizator.Ryby odwróciły się do nas ogonami.I tak zakończył się letni sezon wędkarski.Na osłodę pogoda zachowała się honorowo i nie spłatała figla.
Komentarze