Październik jest miesiącem, w którym zaczynam podsumowanie kończącego się sezonu wędkarskiego, tego sportowego. Kończą się zawody spławikowe, a zaczyna się ciężka praca związana z przeglądem sprzętu wędkarskiego. Zużyty trzeba wymienić, a uszkodzony naprawić. Zaczynam przeglądanie wszystkich notatek poczynionych podczas sezonu i wyciąganie odpowiednich wniosków.
Wędkuję od wielu lat lecz stale jest coś do poprawienia, sprawdzenia – bo jak to mówią człowiek uczy się całe życie. Jest to również okres, w którym zaczynam biegać po sklepach, hurtowniach wędkarskich za dodatkowym sprzętem oraz za zanętami i wszelkiego rodzaju dodatkami do nich. Kto się interesuje wędkarstwem spławikowym, tym sportowym, ten wie ile tego jest. Lepiej podczas okresu zimowego poczynić większe zakupy, co pozwoli w bardziej komfortowej sytuacji przystąpić do nowego sezonu.
Chcąc dobrze rozpocząć nowy sezon trzeba to wszystko wykonać i basta. Nie jest to okres, w którym kończę definitywnie wędkowanie. Wędkuję i to często lecz rekreacyjnie, zarówno na spławik jak i spinninguję. Spinningowaniu ulegam zawsze po namowach brata Mirka, czołowego spinningisty naszego Okręgu i jednego z lepszych w kraju. Świadczą o tym jego wyniki osiągane w zawodach okręgowych i krajowych. Wróćmy jednak do mojego spinningowania. Zabieram zawsze dwa kije spinningowe: jeden do delikatnego, a drugi do cięższego spinningowania. Tym pierwszym szukam okoni i sandaczy, a do drugiego dodam szczupaka i bolenia. Szukanie delikatnym zestawem pięknie ubarwionych jesiennych okoni to jest to.
Trok boczny oraz główka to dwa sposoby, którymi szukam tych pięknych ryb. Ostatnimi czasy co raz częściej łowię jednak z główki, trok jest rewelacyjny lecz zbyt często zapinają się małe okonki, sandaczyki i szczupaki. Jak się to kończy w przypadku szczupaka wiadomo – odcięciem przez rybę troka z gumą. Wędkarz ma zniszczony zestaw, a szczupak> niepotrzebny balast, z którym musi sobie poradzić. Boczny trok sprawdza się jednak w miejscach z dużą ilością roślinności podwodnej, gdzie delikatne i powolne jego prowadzenie często obdarza dorodnym okoniem.
Spinningowanie z Mirkiem i kolegami z Klubu jest dla mnie możliwością nauczenia się czegoś nowego, czegoś co przydaje się podczas nielicznych zawodów spinningowych, w których biorę udział. Przykładowo muszę takie zawody zaliczyć podczas rywalizacji o Wędkarza Roku w naszym Kole. Spinningowanie daje mi również dużo wiedzy wykorzystywanej podczas wędkowania spławikowego. Otóż powolne prowadzenie zestawu spinningowego po dnie rzeki lub innego zbiornika wodnego pozwala mi poznać ukształtowanie dna łowiska – a mam tu na myśli miejsca w których łowię spławikowo. Wiem gdzie znajduje się jakiś dołek, gdzie występuje haker np. zatopione drzewo, konar lub kamienie, czy dno jest pokryte małżami itp.
Nie był bym sobą gdybym w bagażniku samochodu nie miał wędki spławikowej, pudełka pinki i czerwonych oraz paczki zanęty. Gdy zmęczy mnie spacerowanie brzegami rzeki lub innego zbiornika wodnego dorabiam zanętę, montuję spławikówkę i zaczynam łowy białej ryby. Wiele razy udaje mi się połowić dorodne wypasione na zimę leszcze, płocie, krąpie. Zdarzają się również niespodzianki takie jak listopadowy linek z Warty złowiony w klatce między ostrogami. Zdziwienie było po obu stronach zarówno linka jak i mojej. Wszystkie przygody wędkarskie odbywają się w pięknej scenerii złotej polskiej jesieni – słońce, różno kolorowe liście na drzewach, odlatujące ptactwo – cały urok wędkarstwa.
Komentarze