Reklama

Jesienny spinningowy amok i kilka słów o etyce wędkarskiej z okoniami w tle

03/01/2014 22:26
Pod koniec września, jak co roku popadam w ten spiningowy amok trwający zazwyczaj do połowy grudnia.
Trzy razy w tygodniu na rybach to w tym czasie nic niezwykłego.
Jesienią wiele może się wydarzyć...
Tegoroczną jesień zapamiętam szczególnie.
Opowiem jedną, no może półtorej historyjki jakie mnie spotkały tej jesieni.

We wcześniejszych latach wędkowałem z brzegu bądź z wypożyczonych łodzi.
Ubiegłej jesieni zakupiłem jednak własny prawie 3 metrowy ponton i silnik elektryczny. Na początek skromnie, ale od czegoś trzeba było zacząć.
Niezapomnianym przeżyciem było wędkowanie z tegoż pływadła wraz z moim szwagrem Marcinem na znanym "pigalaku" - Żwirowni w Gnojnie.
Była gęsta jak mleko mgła i zdarzały się tego dnia przypadki, że zarzucona przynęta lądowała w wodzie tuż przy łodzi sąsiada lub uderzając o jej burtę itp. Dla mnie to był szok. Woda głęboka, zimna, my grubo ubrani i ta widoczność na 5m - niechby czyjaś kotwiczka wbiła nam się w ponton... Niby kapoki mieliśmy, Marcin nawet przez cały dzień był w tej piance na plecach. ...aż ciarki mnie przechodzą na samą myśl co mogło się zdarzyć.

Od ubiegłej jesieni upłynęło już trochę wody i o pontonie zdążyłem zapomnieć.
Wiosną tego roku zamieniłem ponton na małą płaskodenną łódkę ("wanienkę" jak ktoś to zgrabnie określił - ale o tym za chwilę).
Tak wyposażony, przez całe lato i wrzesień odwiedzałem znane mi miejsca w poszukiwaniu wygłodniałych drapieżników, z różnym skutkiem.

Pewnego ciepłego wrześniowego dnia całkiem przypadkiem trafiłem na mały akwen, z fajnym dostępem do wody jeśli chodzi o zwodowanie samemu małej łódki. Długo się nie zastanawiałem i chwilę później już siedziałem za wiosełkami. Doczepiłem silnik, ale kilka osób siedziało na brzegu z żywcówkami więc kulturalnie na wiosełkach odpłynąłem może 10m od brzegu.
Podpiąłem i włączyłem echosondę żeby poznać ukształtowanie dna i w tym momencie troszkę zgłupiałem - głebokość pod łódką ok.4,5m?
W takiej "kałuży"?
Zacząłem wiosłować a na sondzie rysował się stok, który wychodził do głębokości 1,3m i okazało się, że na tej głębokości jest kant a na jego szczycie zaczyna się granica grążeli (jak to się stało, że wcześniej ich nie zauważyłem w tym miejscu?). Postanowiłem wrócić na głębszą wodę i przeczesać ten kant małymi gumkami prowadząc przynętę z płytkiej wody na głęboką.
Pierwsze rzuty w kierunku grążeli przyniosły kilka okoni w przedziale 20-24cm. Ucieszyłem się. Znalazłem "dziurę".
Kolejne rzuty owocowały jak nie okoniem, to przynajmniej niezaciętym puknięciem i sciągnięciem gumki z haczyka.
Tego dnia nałowiłem się jak jeszcze nigdy dotąd. W 4-5 godzin wyjąłem +-60 pięknych pasiaczków w przedziale 20-28cm.
Miałem na kiju też dwa okołowymiarowe szczupaki, ale boczny trok lub łowienie paproszkiem na plecionce 0,08 bez przyponu jak wiadomo nie jest najlepszym pomysłem na łowienie szczupaków (co w późniejszym czasie zmieniłem zakładając cieniutki wolframik do 2,5kg). Czy wpłynęło to na ilość brań okoni? To temat na osobny artykuł.
Powracając do tematu, spłynąłem z wody dobrą godzinę po zachodzie słońca, na brzegu było jeszcze 4 może 5 samochodów. Niektórzy też już się zwijali.
Gdy wysiadałem z łodzi na brzeg , podeszli do mnie dwaj panowie, którzy z brzegu polowali na szczupaka z żywcówkami (z resztą jak wszyscy inni którzy tam przyjeżdżają) ukradkiem przyglądając się moim poczynaniom na wodzie.
Ale żeś pan nałowił!! Wszystko widzieliśmy. Zamienisz pan pare tych większych na szczupaczka?
??? Co? -pomyślałem
- No szczupaki mamy, ale takie krótkie tylko.
..........
Chcieli mięsa okoni. ...za "krótkiego szczupaczka".
Zmiękły mi nogi.
- Nie, panowie - odpowiedziałem im najspokojniej jak się dało - ja wszystkie okonie wypuściłem, bo jak chcę zjeść rybę to kupuję dorsza.
Nie uwierzyli, bo zaglądneli do łódki, obok łódki, a nawet do samochodu.
Ryb nie było, a widzieli jak wyciągałem rybę za rybą.
Zadali jeszcze kilka pytań dotyczących techniki i sprzętu jakim łowiłem. Spokojnie i krótko odpowiedziałem, nieco pospiesznie pakując majdan do auta, aby odeszli zanim mi nerwy puszczą.
Któryś z nich rzucił niedbałe "dobranoc! dobra idziem", a później jeszcze "ku**a wszystkie wypuścił".
Normalnie mnie urazili. Nie wypuścił. Wcale nie brał!
Nie powiem, miałem chęć zabrać kilka sztuk, ale po prostu nie wziąłem na łódkę siatki ani podbieraka bo to przynosi pecha moim zdaniem.
Zadowolony wróciłem do domu i postanowiłem szybko powtórzyć ten wyjazd.
Tak też się stało. Jezdziłem tam co 2-3 dni. Efekty były bardzo podobne - mocno zadowalające.
Pokochałem tę wodę i te moje okonie.

Jakiś czas temu, w październiku, zmieniłem łódkę na troszkę inny typ, kupiłem taką klasyczną - z dziobem.
Zrobiłem sobie wtedy chyba z tydzień przerwy, żeby ją doszykować.

Pojechałem w końcu z nową łódką na okonie, na moją miejscówkę.
Była sobota, trochę zaspałem , bo nad wodę dojechałem o 10.
Ludzi jak zwykle pełno. Na brzegu z 10 samochodów i jak zwykle wszyscy na żywca.
Uśmiechnąłem się sam do siebie i przystąpiłem do wodowania nowej łódki.
Załadowałem majdan, kilka ruchów wioseł i juz jestem na miejscówce. W bezpiecznej odległości od "bombek" z żywcami. Uzbrajałem wędkę, kiedy z brzegu odezwał się głos: - Dobrze pan stoisz! Tam ładne okonie biorą.
Pomyślałem sobie w duszy - wiem o tym. Odpowiedziałem miłemu panu - Dziękuję za podpowiedź!
A miły pan mi na to: Tutaj przyjeżdża taką wanienką i masę okoni wyciąga. Tam gdzie pan stoisz to łowi. Po 50 sztuk potrafi wyjąć je**ny!
....chwilę to sobie poukładałem w głowie i ...przecież on o mnie mówi!! Jestem legendą! :)
To on, z kolegą wtedy do mnie podeszli. Było to jak kubeł zimnej wody na głowę.
Ugryzłem się w język i w ciszy, chociaż wewnątrz sie gotowałem, postanowiłem doprowadzić go do szału.
Prosiłem w myślach sama Matkę Naturę, żeby okonie dziś brały, żeby im pokazać jak należy postępować z rybami, żeby było co łowić w następnych latach.
...Chociaż tym razem małą siateczkę, taki worek na kapcie to ze sobą wziąłem. Chciałem zjeść okonia.
I tak też się stało. Znalazłem je w kilku pierwszych rzutach. Brały różne, 20, 24, 28cm, a bliżej wieczora nawet kilka sztuk po 32, 34 i 36cm.
Kilka razy szczupak obciął żyłkę, a i udało się wyjąć chyba ze dwie sztuki o wymiarze 47 i 49cm, które to bardzo ostentacyjnie zostały wypuszczone po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia.
Aż panowie z krzesełek powstawali (woda jak wiemy bardzo dobrze przenosi głos, więc słyszałem: "wypuścił go je**ny", "ty, ale on wymiarowy był", "to fanatyk jakiś, wszystko wypuszcza")
Z okoniami to samo. Wyjmowałem z wody, panowie widzieli i tylko przygadywali - "ooo, takie to sie bierze, takie najlepsze", albo "patrz wypuscił, a taki ładny garbus".

Chwilami ciężko było mi to znieść, ale dalej robiłem swoje, i trochę im na złość.
Zwinęli się gdy zaszło słońce i nigdy więcej już ich tam nie widziałem. Usilnie próbowali przechytrzyć zębatego karasiem, ale chyba bez efektów.

Ostatnio zaczęła się tam pojawiać PSR i widziałem na własne oczy jak konfiskują "niczyje" wędki i sprawdzają bagażniki samochodowe.
Widziałem jak sypią mandatami. Nie za duperele a chyba za króciaki pokitrane w samochodach. Brawo. Oby częściej.
A i wędkujących jakby coraz mniej po tych kontrolach. Czyżby nie wszyscy mieli wykupiony "bilet z PZW"??
No cóż, ja też święty nie jestem, ale się staram.
Przyznam, że wziąłem niedawno szwagra tam na rybki, zabraliśmy cały połów do domu i teraz już wiem, że duże okonie są po prostu niesmaczne, takie maślane stare mięso.
Nie zabierajcie dużych okoni do jedzenia bo nie warto. Dorsza sobie kupcie.

Pozdrawiam i dziękuję za poświęcony czas.
Mam nadzieję, że miło się czytało.

Mam kilkanaście zdjęć z tych wypraw, ale nie potrafiłem ich tutaj załadować - wyskakuje "brak dostępu".
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama