Według kalendarza dzisiaj najgorsze brania, ale mimo wszystko postanowiłem chociaż na chwilę przejść się i porzucać do wody, przy okazji mój towarzysz, ( ELZA ) będzie miała spacer. Do obchodzenia miałem 3 stawiki. Godzina może nie za specjalnie dobra , bo było już po 10 ,ale co tam szybko torba wędzisko i do auta. Obszedłem pierwszy stawik i nic nawet podbicia , przy drugim postanowiłem zatrzymać się na dłużej, a szczególnie w miejscu gdzie ostatnio miałem lekkie podbicia.
Oczywiście założone to samo kopyto co poprzednio, na efekty nie trzeba było długo czekać, najpierw lekkie podbicie sandacza ( ale wyczuwalne) później kolejne. Parę rzutów trochę dalej od brzegu, nagle szarpniecie a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, czuję że siedzi. Trochę podkręciłem hamulec i delikatnie podciągam, patrze a tu zamiast sandacza na którego się jak zwykle nastawiłem , bardzo ładny szczupak.
Podholowałem pod sam brzeg , a ze jak zwykle nie zabrałem podbieraka ( jeden z najczęściej występujących błędów ) musiałem delikatnie i spokojnie potrzymać go trochę na wędce i udało mi się go wyciągnąć ( nie powiem zostały ślady dość zębatego przeciwnika). Pierwszy mój szczupak tej jesieni ( dość późnej ) ale satysfakcja ogromna ładna sztuka. Tak że nie każdy dzień bez brań okazuje się takim jaki według kalendarza ma być dla mnie był dobry. Pozdrawiam
Komentarze