Reklama

Kapryśne jazie

25/03/2010 17:28
Doczekaliśmy się całkiem ciepłych dni ,jednak lód nie ubłagalnie zalega na wodach stojących więc postanowiłem dziś połowic w rzece Drwęcy celem wyprawy był Jaź godz 4:30 wyruszałem z pod domu. Po tak zwanym szaraku dobrze mi się jeździ rowerem, ruch na ulicach znikomy. Około 5:45 byłem już na upatrzonym miejscu woda wysoka a na okolicznych łąkach wylewy. Widać że przyroda z kopyta budzi się do życia ptaki zaczynają zaloty tak samo jak żaby które ściągają nad rozlewiska. No i oczywiście widać aktywność wszechobecnych tu bobrów. Po rozłożeniu wędzisk i ustawieniu gruntu (miejsce dość głębokie ponad 2 metry) sprawdzam czy zestawy nie będą się wadzić np. o zalegające zwalone gałęzie czy jakąś roślinność. Całe szczęście jest wszystko ok woda jest dość przejrzysta i widać przy samym brzegu dno czyste i piaszczyste co dobrze wróżyło. Zanęcam grochem który dzień wcześniej ugotowałem i odrobiną kukurydzy konserwowej z puszki, zazwyczaj używam do nęcenia także pszenicy ale nie chciało mi się jej gotować no i moim zdaniem na tak wysokiej wodzie by się nie sprawdziła jest zbyt drobna i lekka popłynęłaby by w siną dal nie dając zamierzonego celu. Groszek wręcz idealnie pionowo lądował na dnie. Na haczyku jednej z wędek ląduje groszek a na drugiej rosówka która była moją główną bronią. Moja euforia i optymizm gasną po ponad godzinnym wpatrywaniu w spławiki które dosłownie zastygły w miejscu. Postanawiam wiec pocieszyć się pięknem przyrody i kontrolnie obchodzę okolicę, dostrzegam nad nieopodal rosnącym lasem jastrzębia lub innego ptaka drapieżnego który zataczał kręgi na niebie patrolując okolice. po tej chwili relaksu wracają zapał i chęci spotkania z pierwszym w tym sezonie jaziem. Postanawiam spróbować szczęścia na kukurydze a na drugim wędzisku bez zmian pozostaje rosówka. Jest już godz 10 słońce porządnie przygrzewa a moja cierpliwość się kończy. Powoli ale zdecydowanie zaczynam się zbierać, ściągając cienką kurtkę przeciw wiatrową dostrzegam delikatne drgania spławika na wędce z rosówką nagły przypływ adrenaliny i pojawia się mimowolny uśmiech na twarzy jest nagły energiczny wjazd pod wodę szybka reakcja, zacięcie no i siedzi kilka delikatnych wysnuć żyłeczki i już moim oczom ukazuje się Jaź na oko koło 1,5 kg no może 2 kg jak na Drwęcę nie jest to ani maluch ani wielkolud. Niestety moją decyzją było zrezygnowanie z zabrania podbieraka, co okazało się zgubne, przy próbie podebrania ręką rybka robi nagły zryw i spina się. Jestem człowiekiem o dość silnych nerwach i raczej łagodnym usposobieniu ale nie omieszkałem sobie przekląć pod nosem. No ale po chwili uspokajam się i tłumacze sobie to tak że rybka i tak by wróciła do wody tylko szkoda że nie dała się namówić na zrobienie pamiątkowej fotki, ale jak to mówi jeden z moich starych znajomych po kiju - jutro też jest dzień. Automatyczne stwierdzam fakt że już jutro kolejna wyprawa, jestem pewny że po tym krótkim spotkaniu z jaziem jutro będę jeszcze bardziej cierpliwy. Postanawiam odwlec jeszcze powrót do domu o jakąś godzinkę i bez najmniejszych efektów czekam na jakiekolwiek branie. Dostrzegam tylko małego szczupaczka około 10cm stojącego przy samym brzegu ten cwaniak żerował niezwykle aktywnie w przejrzystej wodzie było dobrze widać jak ugania się za jakimiś robaczkami były to bodajże dorodne kiełże. Podsypuję resztą grochu i postanawiam ostatecznie na dziś pożegnać się z tym urokliwym miejscem. W drodze powrotnej utwierdzam się w teorii że prędko nie połowie nad jeziorkiem pomaga mi w tym widok dość sporego stawu który nawet nie myśli o rozmarzaniu. Po wyczerpującej drodze powrotnej już w domu odkrywam iż słońce nieźle spiekło mi czoło. Mam nauczkę i będę jutro pamiętał o kapeluszu no i oczywiście podbieraku. "Materiał zgłoszony na konkurs www.wedkuje.pl"
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama