Po męczącym tygodniu w szkole postanowiłem z kolegą wybrać się na ryby. Dnia 6 września spotkaliśmy się jak zwykle na stawach w Wilkanowie. Zaczęliśmy łowić około godz 6:15. Nęciliśmy mieszanką TRAPER Feeder. Obydwaj łapaliśmy na dwie wędki, jedną spławikową, a drugą gruntową. Na początku brały same liny, a kolega złowił kilka wzdręg i leszcza (22cm.)
Po godzinie łapanie na spławik ustało, więc wyciągnąłem drugą wędkę gruntową. Jedną wędkę zarzuciłem pod wysepkę, a drugą w przeciwnym kierunku. Ryby zaczęły brać coraz częściej (miałem nawet dwa brania w jednym momencie), lecz nie brały te duże. Około godz. 11:45 znudzony małymi rybami kolega zabrał się do domu. Po jego odjeździe ryby przestały brać. Wyciągnąłem obie wędki z wody, aby zmienić przynętę. Na jeden zestaw zaczepiłem 3 gnojaki, a na drugi 2 białe robaki. Po 10 minutach oczekiwania "ping-pong" lekko posuwa się ku górze, więc szybkim i zdecydowanym ruchem zacinam i czuję duży opór. Po chwili ryba wychodzi na powierzchnię i już jestem pewny, że to karaś. Gdy podciągnąłem go pod podbierak, to zaczął raptownie odjeżdżać i nie chciał się poddać. Przy trzecim podejściu udaje mi się go podebrać.
Karaś srebrzysty mierzył 35cm. Po zmierzeniu wrzuciłem go do siatki. Patrzę na drugą wędkę, a tu branie, więc szybko zacinam i czuję jeszcze większy opór, niż przy poprzednim braniu, jednak rybie udało się zerwać dość gruby przypon 0,16. Do godziny 13:15 złowiłem jeszcze małego leszczyka i płotkę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze