Witam, jest to mój pierwszy wpis także proszę wybaczyć drobne błędy;)
Parę dni temu chciałem wybrać się nad pobliski staw. Miałem tam łowić przez cąły dzień, jednak nie zawsze wszystko się udaje. Pogoda nie dopisała. Rano zaskoczyła mnie nagła ulewa, która utrudniała by moją zasiadkę. No cóż, następnym razem - smutny poszedłem do domu. Po Południu w końcu się wypogodziło, wyszło słońce, nastrój od razu się poprawił. Postanowiłem przejść się z moją psiną na spacer. Celem był niewielki leśny stawik, do którego kiedyś zostały wpuszczone karasie, . Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłem , że na wodzie robią się ""oka"" jedna rybka nawet wyskoczyła nad wodę. Wtedy pomyślałem o moich robakach, które czekały na wyprawę w lodówce . Jak chyba większości wędkarzom wiadomo, nie wszyscy są zadowoleni z tego, że jakieś ""paskudztwo"" pełza w plastikowym pojemniczku w lodówce. ;) postanowiłem to wykorzystać. Szybko wróciłem do domu wziąłem owe robaczki, oraz 4-metrowego bacika, który gdzieś tam długie lata leżał w garażu. Nowy zestaw spławikowy został zamontowany. Troszkę ""sklepowej zanęty"" , podstawowe akcesoria i byłem gotowy. około 17.30 byłem już nad bajorkiem, oczywiście razem z moim szczeniakiem;). Zarzuciłem zestaw i po niecałej minucie pierwsze branie. Drobna rybka, ale jak cieszy, przecież miało tu nic nie być !!!. Tak jakąś godzinkę brania był cały czas, aż przynęty się wyczerpały, większość rybek wypuszczałem, a parę czekało w siatce na zdjęcie;) Co najlepsze , trafił mi się nawet kiełbik, było to dla mnie miłym zaskoczeniem . Niestety po niedługim czasie zadzwonił mój telefon, abym wracał do domu na kolacje. Mimo wszystko dzień uważam za mile spędzony;). Co z tego, że karasie nie były ""nasze"" tylko ""wschodnie""? Co z tego ? Na tym stawie i tak nikt nie łowi, a mi sprawiło to chociaż frajdę i spowodowało, że najgorszy dzień , obrócił się w całkiem niezły i ciekawy;) Dziękuje i pozdrawiam, będe ucieszony jeśli komuś przyjemnie się czytało te moje ""wypociny"" połamania kija; Paweł.
Komentarze