Kamienna – rzeka mojego dzieciństwa. To na jej korycie stawiałem pierwsze kroki w wędkarskim hobby. To tu starsi koledzy (i to o ile starsi) uczyli mnie podstawowych technik sportowego połowu ryb, wiązania haczyków, wyważania własnoręcznie wykonanych spławików, nęcenia, rozróżniania przynęt i (co najważniejsze) kultury „bycia” nad wodą, szacunku do ichtiofauny, całej natury, a tym samym do samego siebie, kolegów, przyjaciół. Większość z Nich już "odeszła". Pozostają tylko w mojej pamięci. To tu po raz pierwszy składałem wędkę z trzech elementów, tyle tylko, że była to wędka brata (szczyt moich marzeń), wykonana z leszczyny i pomalowana na czarno; z żyłką wiązaną bezpośrednio do czubka- prawie „bat”. To tu chwaliłem się, wybłaganym u Ojca, pierwszym „bambusem” z rasowym kołowrotkiem koloru niebieskiego marki CCCP i (nareszcie) oryginalną, zielonkawą żyłką fi 25, ba i przyponem fi 15. To tu do lamusa „pomaszerowała” linka z „druciaka” do mycia garnków (starsi koledzy wiedzą, o co chodzi) i haczyk ze szpilki. To tu, w końcu, złowiłem pierwsze kiełbie, płocie, leszcze, szczupaki, okonie, liny, węgorze(tak, tak węgorze), klińce, jazie, świnki….karpie, pierwszego miętusa, pstrąga potokowego i tęczowego. To tu zaglądałem pod kamienie w poszukiwaniu śliza i kozy (poznając - przy okazji - jak wygląda piskorz). To tu „zaliczyłem” pierwsze nieprzespane noce przy blasku i cieple ogniska. To tu, jako młody chłopak, przeżyłem pierwszy szok, gdy z mojej „zielonej”, pięknej rzeki zrobiono betonowy, prościutki „kanał”, zatruwany regularnie przez ścieki, „puszczane” bezpośrednio do jej koryta przez „brudasów przemysłowych”. Na szczęście natura potrafi się bronić; moja Kamienna znów żyje i sprawia radość kolegom wędkarzom. Lecz o tym innym razem… Kurcze, kiedy to było? Oj, było, było… A Twoja woda dzieciństwa? Pamiętasz?
Komentarze