Ile razy będąc na rybach słyszę- „Panie, kiedyś to dopiero ryby były”. Słyszałem to powiedzenie w latach 70, 80, 90 i oczywiście teraz. No i co z tego? Ano to, że trudno porównywać lata chociażby 70 do czasów teraźniejszych- chociażby postęp technologiczny, który dokonał się w sprzęcie oraz metodach połowu- świat poszedł naprzód a ryby jakie były- takie są. Że nie było problemu kłusownictwa? Ano był i kto wie czy nie większy jak obecnie, była inna gospodarka rybacka? Możliwe, ale pozwolenie na wody PGRyb kosztowało 15zł (zielony kartonik) i obowiązywało na terenie całego kraju, jadąc na ryby np. z Poznania nad koszalińskie jeziora człowiek nie kombinował tak jak obecnie gdzie zrobić opłatę i co wolno na danym łowisku- jeden regulamin obowiązywał na terenie całego kraju- może warto powrócić do jednolitych przepisów? Co się zmieniło?- rejestry połowów, planowa gospodarka rybacka, zarybienia, walka z kłusownictwem- teoretycznie ryb powinno być w naszych łowiskach pod dostatkiem a jak jest- każdy widzi. Coś tu nie gra, tylko CO? Zapraszam tym wpisem do dyskusji. Wodom cześć.
Komentarze