Wreszcie przyszły upragnione Święta ,czyli czas wolny i można jechać na ryby. Trochę o sprzęcie i jedzonku…..
Przygotowałem dwie wędki gruntowe. Picker uzbrojony w żyłkę główną Dragon Maxima 0,16,przypon 0,14 haczyk nr 10,koszyczek zanętowy, oraz karpiówkę z żyłką główną Dragon Maxima 0,20, przypon 0,18 haczyk nr 8. Zanętę stanowiła ( zbytnio się nie wysiliłem…) zanęta „karp.lin,karaś” 3kg, dodałem biszkopt żółty 400g,atraktor zapachowy „wanilia” połowę opakowania czyli ok. 125g ( opakowanie ma 250 g) wszystko firmy Traper.
Na haczyk pinka, biały robak, kukurydza. Tyle wstępu. I na tym właściwie mógłbym zakończyć swój artykuł :) ..bo tym co się działo później to nie ma się co chwalić…… Otóż, pojechałem nad pobliski zalew ( 34 ha) do miejscowości Roszków. Byłem tam ok. godz 5,00 rano, było zimno, ale pogoda zapowiadała się ładnie słonecznie, mało ludzi, a więc brak tłoku, stanowiska do wyboru. Rozłożyłem sprzęt, wędki do wody i łowię…..łowię ?! ….po godzinie pierwsze branie którego nie zaciąłem. Po jakimś czasie drugie branie. .i jest pierwsza ryba krąp ok.30 cm, a więc hura… , ryba do siatki, siatka do wody ,myślę, zaczęło się, będzie połów ( może złowię jakiegoś karpika, linka albo chociaż większego leszczyka ) Po następnej godzinie bez brań, zweryfikowałem swoje marzenia Skracając swój opis w następnych godzinach miałem kilka brań, wyciągnąłem, kilka krąpi, leszczyka i gruntową płoć, ale to wszystko co dała woda w tym dniu. Jednak nie jestem do końca zawiedziony. Otóż miałem okazje poobserwować piękną przyrodę, łabędzie, perkozy, a także łyskę i parę dzikich kaczek krzyżówek, które w ogóle bez strachu, podchodziły do mnie bardzo blisko, wychodząc z wody, skubiąc trawę. Naprawdę za takie widoki, warto spędzić kilka godzin nad wodą nawet jeśli ryby nie biorą. W sumie zadowolony, z wyjazdu ok.godz.13,00 pozbierałem swoje zabawki i wróciłem do domu. Oczywiście wszystkie ryby wróciły do wody. Pozdrawiam Robert
Komentarze