Reklama

Klubowe Mistrzostwa Polski w Spinningu-Grudziądz 2008.

25/08/2008 11:29

W dniach 22-24 sierpnia w Grudziądzu odbyły się Klubowe Mistrzostwa Polski w Spinningu. Zawody przeprowadzono w trzech siedmio godzinnych turach. Dwie na rzece Wiśle, jedną na jeziorze Rudnik. Do rywalizacji stawiło się 46 trzy osobowych drużyn z całego kraju.

Nasza ekipa w składzie: Mirek Kusyk, Leszek Grzech oraz Andrzej Basinski była nastawiona bardzo optymistycznie od samego początku. Pierwsza tura to zimny prysznic na nasze głowy. Ja łapiąc 5 okoni zajmuję 35 miejsce w sektorze, Leszek z siedmioma jest 30, a Andrzej z dwoma na jeziorze zajmuje 6 pozycję. Jeden okoń Andrzeja ma 33 cm. Sektor na jeziorze Rudnik miał okazać się sektorem prawdy, ponieważ bardzo ciężko namierzyć na nim ryby.

Po pierwszym dniu czołowe miejsca zajmują gospodarze z Torunia. Jak sie okazało, mieli mapki z wyrysowanymi górkami i miejscówkami na Wiśle. Trenowali cały miesiąc z brzegu i łodzi dokładnie opisując każdą miejscówkę. Z góry skazywało to ekipy z dalekich zakątków Polski na przegraną. Osobiscie uważam, że miejsca gdzie odbywały sie zawody powinny co najmniej na dwa tygodnie przed zawodami być wykluczone z treningu.

Po pierwszym dniu zajmujemy 22 miejsce. Drugi dzień budzi nas potężną burzą i straszną ulewą. Do godziny 9 zawody zostały odwołane. Wreszcie sie wypogadza i sędziowie robią szybką odprawę kierowników drużyn. Jak się okazuje, tura zostaje skrócona o dwie godziny i co najgorsze zostaje zmieniony sektor z jeziora na Wisłę. Wybucha ogólne poruszenie i wrzawa, ponieważ jest to kolejny ukłon w kierunku gospodarzy. Nikt nie zna nowego sektora poza zawodnkami z Torunia. Mimo wielkiego oburzenia nikt nie złożył protestu i zawody odbyły się na nowym sektorze. Miejsce to okazało się udręką dla wielu zawodników, którzy po starcie przez godzinę musieli szukać miejscówki.

Druga tura dla nas to totalna porażka. W nowym sektorze Leszek na 8 minut przed zakończeniem ratuje się jednym okonkiem, zajmując 43 miejsce w sektorze, Andzej z trzema jest 36. Tylko mi w miarę się udaje. Łapiąc trzy okonie i szczupaka jestem 11. Zawodnicy z Torunia zajmują pierwsze dwa miejsca, powiększając przewagę nad pozostałymi drużynami. Jak się okazuje, łapali nawet po 30 ryb. My spodamy na dalekie 35 miejsce.

Trzeci dzień jest dla nas już tylko sprawdzeniem doświadczenia nabytego podczas pierwszych dwóch dni. Ja w tym nowym sektorze łapię 4 okonie i jestem 31, za to moi partnerzy dają popis. Andrzej 16 sztuk i 5 miejsce, a Leszek 13 i 11 plac. Podnosimy się 12 oczek do góry, zajmując w klasyfikacji ogólnej 23 miejsce dokładnie w połowie stawki. Pierwsze dwa miejsca oczywiście dla gospodarzy klubu Casus Toruń.

Ciekawostką jest to, że w drugim dniu dochodzi do komicznej sytuacji. Sędzia mierząc ryby pozwala zawodnikowi na wypuszczenie ryb. On wypuszcza je do maleńkiego oczka przy Wiśle, by móc je później wyłapać podbierakiem. Zauważa to zawodnik na sąsiedniej główce i zgłasza protest do sędziego. Sędzia odbiera zawodnikowi kartę startową i mówi, że jest dyskfalifikacja. Po czasie oddaje zawodnikowi kartę, pozwalając na dalsze łowienie i oczywiście zaliczając mu ryby. Mimo wielkiego oburzenia zawodnika, który interweniował w tej sprawie sędzia główny uznaje wynik.

Zastanawiam się czy warto w ogóle startować w takich imprezach, skoro dzieją się taki rzeczy.
Ogólnie organizacja na 3+. Szkoda pieniędzy i czasu. Koszt uczestnictwa w takiej imprezie to 1700 zł na drużynę.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama