Reklama

Koledzy po kiju

22/03/2009 22:39
Każdy wolny dzień spędzam z kawałkiem patyka w dłoni i uganiam się za drobnicą (ha ha ha). Dobrze, że w ogóle się za czymś uganiam. Biorąc pod uwagę moje zeszłoroczne wyniki w porównaniu do moich kompanów po kiju to jestem mistrz świata w wędkarstwie spławikowym (oczywiście w naszym trzyosobowym świecie wędkowania). Ludzie!!! Jak ja mam przekonać moich serdecznych kolegów żeby zaczęli się cieszyć z każdego nie zerowgo wyniku nad wodą. Dla mnie wędkarstwo jest najczystszą formą obcowania z naturą, przyczyną zdrowej i sportowej rywalizacji fair pod każdym względem(oczywiście w dobranej grupie: moja nomenklatura ŚWIAT WĘDKOWANIA) i przede wszystkim produktywnym spędzaniem wolnego czasu. Łącznie to wychodzi mi w sumie czysta przyjemność – tylko ci moi kompani wieczne niezadowoleni……..

Sierpień 2008 r.
Koleś kupił ponton. Fajny zielony potwór. Choć pospiningujemy we trójkę – takie hasło słyszałem przez cały tydzień. Nie mam opłaconej składki na połów ze środków pływających i spinning więc odmawiam, ale oczywiście słyszę musisz jechać , zobacz ponton, itd., itp. Wreszcie mówię ok., ale żeby nie było jak ostatnio…….

Jakiś tydzień wcześniej był szybki wypadzik nad Wisłę. Koleś feeder, ja bacik. On był wcześniej parę dni wstecz: karpie, karasie(bąki), leszcze. Fajne rybki. On rozwija feedera w 15 minut i zaczyna łowić. Ja oczywiście nim zacznę łowić ok. 40 minut przygotowań: stanowisko, zanęta, gruntowanie i tym podobne pierdołki. Po ok. godzinie kompan nic a ja dopiero zaczynam łowić. Pierwsze przepuszczenie, branie, zacięcie, hol, podbierak i krąp ok. 30 cm. No i się zaczęło……krąp, płoć, leszcz, krąp, krąp, płoć itd…(najmniejsze ok. 20 cm), a i jeszcze jaź ok. 35 cm. Koleś nic. Nawet brania. Łowiliśmy ok. 4 godzin w tym ja ok. 3 godzin. Złowiłem 31 krąpi 24 płocie 4 leszcze i jazia. Byśmy łowili dłużej ale Adam przysypiał na fotelu, wkurzony na maxa.

Wracamy do wypadu z pontonem…

Pojechaliśmy na Zbiornik Soczewka. Wziąłem ten sam sprzęt co na rzekę czyli bat. Nawet zanętę miałem taką samą bo mi została z wypadu nad Wisłę. Musiałem tylko odsiać żwir. Adam z Rafałem zaczęli pompować ponton ja poszedłem na starą miejscówkę tzw. „pod domek”. Może nie bankowa na dużą rybę ale bardzo rzadko mnie zawodziła. Zanęciłem, założyłem na haczyk duże ziarno kukurydzy(mnóstwo uklei, a przecież to nie zawody) i do wody. Ryby brały bez przerwy: płoć, krąp, leszcz a liczyłem po cichu na karpika tak jak rok temu. Łowiłem ok. 3 godzin.
32 krąpie, 12 płoci, 8 leszczyków i trochę uklejek, których nie liczyłem. Zadowolony byłem niesamowicie, natomiast moi koledzy… nawet podbicia. I znowu gadka, że „oni już tu więcej nie przyjadą…”, „tu nie ma ryb…”, „gorzej niż na basenie…”.Podchodzą do mnie i lekkie zdziwienie jak ja mogłem w 3 godziny złowić tyle ryb. I się zaczyna… ironiczne uwagi, docinki, komentarze.. rozgoryczenie nieziemskie, ale znam się z nimi jak łyse konie i wiem, że żartują. Tłumaczę im żeby przestali się nastawiać na tzw. „polowanie na grubego zwierza” bo doprowadzi was to wizyty w zakładzie zamkniętym…ha..ha..ha…Pośmialiśmy się i powiedziałem im: „docenicie złowienie czegokolwiek na wiosnę, kiedy będziecie wygłodniali wrażeń wędkarskich…” Oczywiście skwitowali to ironicznym uśmiechem.

Wiosna 2009 dokładnie 21 marca… ok. 8.30 telefon od Adama czy nie skoczę z nim i Rafałem na ryby. Niestety wróciłem dzień wcześniej z delegacji i miałem prywatne nie załatwione sprawy i nie pojechałem, ale przypomniałem sobie właśnie opisane sytuacje. Zadzwoniłem później do Rafała i pytam się jak wyniki. Połowili nieźle na łebka gdzieś po ok. 4 kg ryb. Głównie płoci, wzdręg i karasi srebrzystych. Wszystko średniej wielkości. Jacy byli zadowoleni... , przynajmniej tak mi mówił kolega przez telefon. Coś czuję, że jak się z nimi spotkam to nie będą pamiętali moich słów z poprzedniego roku lub się do tego nie przyznają…

Nie jestem wielkim pisarzem ale sam sobie wywnioskowałem z tej opowiastki morał – „każda złowiona rybka powinna dawać radość każdemu wędkarzowi w każdym czasie i w każdym miejscu” – może i banalne ale dla mnie bardzo aktualne i prawdziwe. Chciałbym, żeby każdy porządny wędkarz czerpał inspirację do następnych przygód wędkarskich właśnie z każdej choć najmniejszej złowionej rybki, każda rybka to może być zupełnie inna historia, inni ludzie, inne wydarzenia, a przede wszystkim każda rybka to nasze ukochane wspólne hobby...

Pozdrawiam Michał Ostrowski "yrtso"
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama