Reklama

Kolejne popołudnie nad Prosną

30/06/2011 17:59
Bylismy umowieni z kolegami na Dorsza.Wyjazd mial sie odbyc 25,06,2011r w sobote w nocy.Lecz juz nie pierwszy raz pogoda pokzyzowala plany.w sobotnie popoludnie juz bylo wszystko wiadomo.Morski sprzet do szafy.
W niezbyt dobry humorze pojechalem tradycjnie na prosne pospiningowac,bez najmnijszej nadziei na jakiekolwiek branie.
ten rok spiningowy jest dla mnie tragiczny.po dotarciu nad wode znalezieni dziurki uzbrojeniu kija zaczynam.

Dwa rzuty i uderzenie na biala 5cm gume.siedzi!!po chwili 30 cm szczupaczek jest w dloni szybko haczyk z pyska i jedziemy dalej.po kilku zytach znow uderzenie ,ale opor juz znacznie silniejszy.po chwili pokazuje mi sie szczupaczek.sam nie wierzylem po wyjeciu,rowne 55cm.zaskoczenie takie wielkie poniewaz to moj pierwszy wymiarowy szczupak w tym roku:D buzi i do wody.w tym momencie zjawil sie kolega z ktorym wczesniej juz bylem umuwiony.i tak sobie chodzimy i zucamy i gadamy,i on tez zlowil szczupaczka i ja i on okonia...podsumowujac cale popoludnie,7 szczupakow z czego tylko trzy wymiarowe ale nie chodzi o okazy tylko o sama radosc.wszystkie rybki wrocily do wody.

W poniedzialek umowilem sie rowniez z kolega tym razem innym tez na spinig.niestety juz nawet bez okonia.kilka odgryzionych ogonkow na gumach i to wszystko.napewno robota malych szczupaczkow.

miny nie wesole w drodze do domu ale coz...
ale na nastetpny dzien pojechalismy zobaczyc za bialolo rybem.
dochodzimy do spokojniejszego zakola,rozkladamy wedziska delikatnie necimy i czekamy .po zimnym piwku w rece,pelen relaks.na brania nie musielismy dlugo czekac.pierwsze ukleje juz zameldowaly swoja obecnosc,zaraz po nich nie zaduze krapiki.
ostre branie z gruntu na czerwonego,zacinam ciezki opor...i zerwany przypon...
trudno szybko zakladam nowy i czekamy.krapiki przegnaly jazgarze.co chwile komus wisial,ale zacinam kolejne branie na wedce splawikowej i ciezki opor!!!wybralo troszke zylki z kolowrotka i ucieka to tu to tam,po chwili pokazal mi sie sporawy karas.
oczywiscie podbieraka nie mielismy jak zawsze ale dalo rade podebrac wiaderkirm:)
niewiem ile dokladnie wazyl ale miarka pokazala rowne 40 cm.caly zdrowy wrocil do domu.potem jeszcze kilka natretnych jazgarzy i wygonila nas do domu burza.

miejmy nadzieje na wiecej takich przygod
pozdrawiam
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama