Bylismy umowieni z kolegami na Dorsza.Wyjazd mial sie odbyc 25,06,2011r w sobote w nocy.Lecz juz nie pierwszy raz pogoda pokzyzowala plany.w sobotnie popoludnie juz bylo wszystko wiadomo.Morski sprzet do szafy. W niezbyt dobry humorze pojechalem tradycjnie na prosne pospiningowac,bez najmnijszej nadziei na jakiekolwiek branie. ten rok spiningowy jest dla mnie tragiczny.po dotarciu nad wode znalezieni dziurki uzbrojeniu kija zaczynam.
Dwa rzuty i uderzenie na biala 5cm gume.siedzi!!po chwili 30 cm szczupaczek jest w dloni szybko haczyk z pyska i jedziemy dalej.po kilku zytach znow uderzenie ,ale opor juz znacznie silniejszy.po chwili pokazuje mi sie szczupaczek.sam nie wierzylem po wyjeciu,rowne 55cm.zaskoczenie takie wielkie poniewaz to moj pierwszy wymiarowy szczupak w tym roku:D buzi i do wody.w tym momencie zjawil sie kolega z ktorym wczesniej juz bylem umuwiony.i tak sobie chodzimy i zucamy i gadamy,i on tez zlowil szczupaczka i ja i on okonia...podsumowujac cale popoludnie,7 szczupakow z czego tylko trzy wymiarowe ale nie chodzi o okazy tylko o sama radosc.wszystkie rybki wrocily do wody.
W poniedzialek umowilem sie rowniez z kolega tym razem innym tez na spinig.niestety juz nawet bez okonia.kilka odgryzionych ogonkow na gumach i to wszystko.napewno robota malych szczupaczkow.
miny nie wesole w drodze do domu ale coz... ale na nastetpny dzien pojechalismy zobaczyc za bialolo rybem. dochodzimy do spokojniejszego zakola,rozkladamy wedziska delikatnie necimy i czekamy .po zimnym piwku w rece,pelen relaks.na brania nie musielismy dlugo czekac.pierwsze ukleje juz zameldowaly swoja obecnosc,zaraz po nich nie zaduze krapiki. ostre branie z gruntu na czerwonego,zacinam ciezki opor...i zerwany przypon... trudno szybko zakladam nowy i czekamy.krapiki przegnaly jazgarze.co chwile komus wisial,ale zacinam kolejne branie na wedce splawikowej i ciezki opor!!!wybralo troszke zylki z kolowrotka i ucieka to tu to tam,po chwili pokazal mi sie sporawy karas. oczywiscie podbieraka nie mielismy jak zawsze ale dalo rade podebrac wiaderkirm:) niewiem ile dokladnie wazyl ale miarka pokazala rowne 40 cm.caly zdrowy wrocil do domu.potem jeszcze kilka natretnych jazgarzy i wygonila nas do domu burza.
miejmy nadzieje na wiecej takich przygod pozdrawiam
Komentarze