Coś koło 14:30 byliśmy na łowisku. Zaczęliśmy rozkładać sprzęt, ale wybraliśmy złe miejsce. Szybko wszystko do bagażnika i jedziemy "koło budki". Szybko sprzęt nad wodę i zaczynamy wędkować. Tata łowi za pomocą spławika, a ja swój zestaw położyłem na dnie 60 gramowym koszyczkiem. Z tego co rozmawialiśmy z wędkarzami - tymi łowiącymi w poprzedniej nocy i z tymi co łowią od rana - ryby nie dopisują. Przez noc nie było żadnego brania. Zresztą od rana też! A żwirownia była niby niedawno zarybiana. Podczas ostatniej kontroli, dowiedziałem się, że zostało wpuszczone 300 kg karpia. I gdzie to jest? Na tarlisku? Pewnie tak, bo tam nie można łowić. Nie mam co, więcej opisywać, bo do 19 złowiliśmy z tatą po jednym małym okoniu. Dlatego tak szybko my się "zwinęli". Mama planuje jutro pojechać do ciotki, a ja mam w planach, żeby mnie po drodze zostawili nad Bartoszowem. Myślę, że tam w końcu przełamię złą, passę (nie złowiłem wymiarowego karpia od prawie miesiąca!). Dodam parę zdjęć z dzisiejszego wędkowania:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze