Reklama

Kołowi śmieciarze wyszli na żer

20/06/2011 23:14
W niedzielny dość słoneczny poranek, w rejon mostu Siekierkowskiego przybyli miłośnicy nieskazitelnej przyrody oraz czystości. Nadciągali z różnych stron. Większość wybrała drogę lądową, ale byli też tacy, którzy w obawie przed strzałem z laserówki bądź potraktowaniem suszarką wybrali drogę wodną. Wiemy wszak, jak mundurowi lubią ustawiać się właśnie w rejonie mostu. W sumie zebrało się jedenaście osób --członków koła PZW nr 28. Myślę , że dopiero co rozpoczęty sezon „ogórkowy” w dużej mierze wpłynął na naszą frekwencje.

Po krótkiej odprawie, którą przeprowadził kolega Sobiewski Marek(prezes w tym czasie walczył w zawodach okręgowych) wszyscy zebrani pobrali solidne wory oraz jednorazowe rękawiczki i ruszyli w dół rzeki w poszukiwaniu śmieci. Nie było między nimi rywalizacji, każdy każdemu pomagał jak mógł. Jedni silniejsi pomagali nosić worki, inni wyposażeni w „sokoli wzrok” podpowiadali gdzie znajduje się zakamuflowany śmieć. Przyznać trzeba, że większość tego co żeśmy znaleźli ,należało do wędkarzy i to w dodatku lubiących chmielowy napitek. Ciekawe czy ceny aluminium tak spadły, że nawet przysłowiowym „nurkom” nie opłaca się odwiedzać wiślanego brzegu. Oprócz puszek po piwie, sporo było również opakowań po robakach, puste opakowanie miłośnika opalenizny i zarazem perfum pewnej znanej marki w paski. W sumie zebraliśmy kilkanaście solidnie wypełnionych worków. Cześć z nich dzięki przychylności kapitana pychówki Kamila „Łysego” pomimo bardzo niskiego stanu rzeki udało się przetransportować pod most drogą wodną, oszczędzając tym sił złachanym śmieciarzom. O niskim stanie rzeki przekonał się niedawno kapitan barki, płynący z ostatnim elementem mostu Północnego, kiedy musiał uznać jej wyższość a w tym przypadku niższość i zaparkował na jednej z mielizn nieopodal celu. Nam się jednak udało i pychówka dowiozła nasze zbiory i szczęśliwych zbieraczy. Teraz pozostało tylko wypakować wory na brzeg i rozpocząć grillowanie- a było smakowicie. Poczęstunek jak zwykle zapewnił ZK. Oprócz tradycyjnej już kiełbaski, były też smakowicie doprawione przez kolegę Marka S. piersi kurczęcie. Ja niżej podpisany zostałem wyznaczony do opieki nad grillem i wysmażaniem według życzenia. Przy konsumpcji przeważały rozmowy o rybach ,o tym jakie mamy plany wakacyjne, o tym że czasu wolnego ciągle za mało, że musimy pracować itd. Niestety trudno jest pogodzić pracę z pasja. Szczęśliwy Ci którym się to udaje.

Cieszę się, że to nasze wiosenne sprzątanie Wisły odbyło się w iście rodzinnej atmosferze. Ilość śmieci którą udało nam się zebrać to z pewnością „kropla w morzu” lub jak w naszym przypadku w rzece, ale zawsze to coś. Niestety kultury osobistej i co za nią idzie szacunku do natury, czyli najzwyklej w świecie sprzątania po sobie nie uczymy się w wieku dorosłym tylko w dzieciństwie. Efekt tejże nauki niestety widać było nad brzegiem naszej królowej rzek. Nic tylko westchnąć….

Do zobaczenia jesienią.

Adamski Tomasz
Atomo
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama