Ostatnio opisana przeze mnie marcowa wyprawa nie dała mi stu procent satysfakcji. Ucieczka okazałego lina prawie z pod samych nóg na długo jeszcze pozostanie w mojej pamięci. Postanowiłem,więc,że teraz to ja zagram rybom na nosie. Tak zmotywowany i żądny kolejnej wędkarskiej przygody szykowałem sprzęt i uzgadniałem z ojcem ostatnie szczegóły wyprawy. Wyjazd jutro z samego rana. Miejsce-rzeczka Korytnica,cel-dorodne i pięknie walczące wiosenne płocie. Przyszykowałem już wcześniej zanętę,wzbogacając ją o płatki owsiane,oraz zgniecioną kukurydzę. Wędka,także była już już gotowa.
Wyjazd zaplanowany na 6 00 odbył się nieco później o 7 00,ale w końcu spakowaliśmy wszystkie niezbędne akcesoria,w tym także kamerę,statyw,oraz grilla i ruszyliśmy w drogę. Teraz odetchnąłem trochę od tego całego zamieszania związanego z przygotowaniami. W tym całym zapale zapomniałem,że wędkarstwo dla mnie zawsze było czymś więcej niż tylko samym łowieniem. To,także piękno otaczającej nas przyrody,relaks nad wodą,poczucie,że po każdej wyprawie wraca się bogatszym o nowe doświadczenia,poznawanie nowych miejsc i ludzi.
Najbardziej w wędkarstwie,jednak podoba mi się to,że kiedy zajmę się łowieniem wszystkie zmartwienia i troski odchodzą na dalszy plan. I przypomniałem sobie o tym dopiero teraz,w drodze na łowisko. A droga na nie wiodła poprzez dziewicze, niezbadane do końca tereny. Jadąc mijaliśmy po drodze łąki,lasy,oraz mokradła podziwiając dziką zwierzynę i ptactwo wodne, czy też meandrujące przez lasy i pola strumyczki o krystalicznej,bystrej wodzie. Na miejsce,także dotarliśmy z małym opóźnieniem,gdyż po drodze zboczyliśmy trochę z kursu,ale wreszcie jesteśmy. Na parkingu widzimy oprócz naszego,jeszcze dwa auta ,nie przejmuje nas to jednak zbytnio,miejsca starczy dla wszystkich. Od parkingu do łowiska było jakiś 2 km.
Po drodze widzieliśmy kilku wędkarzy,ale nie było widać,aby ci wyciągali jakąś rybę. No,zobaczymy co to będzie. Ojciec popatrzył w stronę obiecująco wyglądającego miejsca,tu rzeczka rozszerza się do jakichś pięciu długości mojego wędziska,czyli ok 20m. Tu chyba będzie dobrze. Sprawnie przeszliśmy po gałęziach rozścielonych na błocie,no i jesteśmy. Rozwinąłem swój sprzęt,na haczyk założyłem najpierw kukurydzę(ponoć najlepsza na tutejsze płotki),kilka rzutów i siedzi,ale płoteczka może mieć zaledwie 15cm. Zanęciłem trochę, wrzucając na początek tylko dwie kulki zanęty wielkości dużej mandarynki lub jak kto woli małej pomarańczy.
Ojciec wziąwszy wędkę poszedł w dół rzeczki na rozeznanie terenu. Ja w tym czasie bawiłem się już w najlepsze. I kolejna płoć,zaciekle walczy-musi być spora. No i ląduje w siatce. Jak się później okazuje jest to sztuka dnia -25cm, czyli już płoć, przynajmniej dla mnie. Po upływie kilku godzin zmęczyło mnie łowienie na przepływankę i spróbowałem łowić metodą gruntową,ale brania akurat na moment ustały.Za sobą usłyszałem trzask gałęzi. Obejrzałem się. Tak to tata wrócił. Pokazał mi swoja siatkę,ja mu swoją. W mojej nieco więcej,ale on więcej chodził niż łowił . No i złowił ładnego "garbuska"co mi się nie udało.
Teraz rozpaliliśmy grilla i zrobiliśmy kilka fotek ,oraz włączyliśmy kamerę,aby upamiętnić udany połów. Ani się obejrzałem a tu już trzeba było wracać. Byłem już zresztą dość zmęczony,gdyż nie wyspałem się w nocy i ryby,też dały mi dzisiaj wycisk,ale ja im też,zgodnie z planem. Na parkingu meldujemy się o 16 00 w domu o 17 00. To była już ostatnia marcowa wyprawa. Za 2 dni zaczyna się kwiecień. Co nam przyniesie -nie wiem. I to w wędkarstwie,także jest piękne. Może przyjdzie nam się zmierzyć ze wspaniałym okazem,a może na nasz haczyk będzie wieszać się rybi drobiazg. Bez względu na to nigdy nie żałuje,że pojechałem na ryby. P.S Dla zainteresowanych podaję link do filmu z opisanej wyprawy
Komentarze