Niedziela... piękna pogoda.... spacer nad jeziorem Jeziorak.
Idziemy ze znajomymi nad brzegiem jeziora Jeziorak. Przepiękna ścieżka dla pieszych i rowerzystów. Przykuwa mój wzrok grupa wędkarzy, zainteresowanych i głośno debatujących nad jednym z łowisk w postaci dziury w zaroślach.
Jeden z Panów trzyma w rękach grabie, drugi trzyma pokaźną kotwicę.., pomyślałem "drą zielsko bo nie można rzucać bez zaczepów"... Przechodzę dalej nie chcąc przeszkadzać, kilka kroków dalej słyszę słowa " to nie jest K***A MYDŁO!!! Powąchaj jak to capi to CHLOR!" Zaciekawiony przepraszam współtowarzyszy niedzielnego spaceru i szybki krokiem cofam się do wędkarzy.
Obrazem ukazuje się "kostka mydła" a w powietrzy czuć odór jak z basenu....
Nim się spostrzegłem podszedł do nas starszy pan, rzucił okiem na znalezisko i powiedział:
"W latach 90 to pływali i sypali chlor z szufli ale tylko tam gdzie wędkarze łapali. Kiedy byłem w Gospodarstwie Rybackim i pytałem dlaczego tak robią to odpowiedział mi, że wędkarze sypią za dużo paszy do wody i zamiast karmić ryby do zakwaszają wodę a oni potem muszą wrzucać chlor do wody w tych miejscach..."
Grupka mocno się obruszyła na te słowa i zaczęli być dość mocno wkurzeni.
Jeden z wędkarzy :
"Teraz widać dlaczego przez kilka tygodni łapiemy a potem nawet zdechłej płotki nie można wyciągnąć"
Patrząc na zdenerwowanie kolegów po kiju i wyraz bezsilności na twarzach; oddaliłem się od grupki wędkarzy z ponurym humorem...
Wnioski pozostawiam dla wszystkich; w formie własnych przemyśleń...
Komentarze