Reklama

Krótki wypadzik na spinning

20/07/2012 21:38
Był to zwykły pracowity dzień, ostatni dzień mojego urlopu i pod koniec ciężkiego dnia ok. godz. 18,00 jak skończyliśmy z mężem pewne prace, tak bez przekonania stwierdziliśmy, a może by jednak wyskoczyć na chwilę na spinning. Była ładna pogoda cisza brak wiaterku, więc czemu nie zrobić sobie trochę relaksu po ciężkim dniu. Decyzje podleliśmy właściwie bez słów, wystarczyło spojrzenie, kiwnęliśmy tylko głowami praktycznie jednocześnie i wszystko jasne,jedziemy.
No to szybciutko przebranie się, ubranie spodnio butów i wędki do ręki, wędka to MIKADO”TWO HEARTED RIVER LIGHT SPIN 210”10-25g.Kołowrotek OKUMA TRINITY TNR-330, żyłka 0,25i na końcu oczywiście staleczka 30cm.Przynęty i nad wodę.

Przyjechaliśmy na miejsce ok. 18, 30, i okazuje się, że jeziorko piękne bez najmniejszej fali , więc doskonale widać gdzie i czy w ogóle drapieżnik żeruje. Tradycyjnie ja poszłam w jeden kierunek , oczywiście Heniek w drugi, każdy w swój ulubiony rejon jeziora. Spinningowanie zaczęłam od wahadłówki Morsa1, po kilku dziesięciu rzutach z brzegu gdzie rzucałam na sporą głębokość 6 -8m, nic nie wskazywało na jakiekolwiek żerowanie, nawet najmniejszego podbicia, bez najmniejszego kontaktu z rybą, przeniosłam się na pomost.

Wykonałam tam kilka rzutów i poczułam uderzenie, po paru ruchach kołowrotkiem ukazuje się mały szczupaczek (gwoździk) ok. 35cm. Niepotrzebnie nie męcząc ryby, szybciutko bez zdjęcia wraca do wody, upływały następne minuty i nadal nic się nie dzieje. To mnie nie usatysfakcjonowało więc zeszłam z pomostu i decyzja, skoro na głębokiej wodzie i sporym spadzie nic się nie dzieje. To idę na inne stare sprawdzone miejsce, gdzie jest sporo płyciej, a podwodna roślinność, utworzyła sporej wielkości podwodną łąkę.

Dalej przeczesując wodę z brzegu wahadłówką stojąc do pasa w wodzie, ale nadal cisza nic się nie dzieje. Postanowiłam zmienić przynętę na pływającego sliderka firmy Salmo i w pewnym momencie dostrzegłam typowe, oznaki żerowanie drapieżnika. Parokrotnie wyskakujące z wody całą ławicą ryby. Na to tylko czekałam, nic innego mi nie pozostało tylko podrzucić przynętę, w owe miejsce. Jednak spora to była odległość, nie wiem czy tak daleko dorzucę. Weszłam jeszcze głębiej, by wydłużyć rzut, króciutka mobilizacja i rzut, idealnie parę metrów za miejsce żerowania.

Dosłownie parę ruchów kołowrotkiem, parę szarpnięć szczytówką. Poczułam potężne uderzenie i zacinam i jest. Wiem, że jest szczupak tylko jeszcze nie zdaję sobie sprawy, jak duży, ale po chodzącym hamulcu i po pięknym odjeździe, oraz wygięciu wędki zdaję sobie sprawę, że maluch to, to nie jest. Kiedy już udało mi się go przyciągnąć bliżej brzegu, szczupak wykonał (jak to szczupaki mają w naturze) piękną świecę. Oczywiście fundując mi kolejną dawkę emocji. I w tym momencie już wiem, że właśnie holuję swój rekord i mam go już tylko na wyciągnięcie ręki. Jeszcze troszeczkę i będzie mój, ale resztkami sił jeszcze zdobył się na odjazd, lecz był on już krótki. Po pięknej walce, którą mi zafundował szczupak i po męczącym holu wyciągnęłam go na brzeg. Moim oczom ukazał się piękny szczupak. Jak już go odczepiłam to, z ciężkim oddechem zadzwoniłam do męża, że właśnie złowiłam mojego rekordowego szczupaka, a że był już nie daleko ok. 400 m. Więc natychmiast do mnie przyszedł, by mi pogratulować i zrobić parę fotek.

Po oględzinach, mierzeniu i ważeniu okazało się, że długość to 67 cm i 2,10kg. To coś wspaniałego pokonać tak piękną rybę, takiego drapieżnika, który tak pięknie walczy i te jego cudowne wyskoki z wody, złowić własnoręcznie na wędkę,to nie do opisania przeżycia. To po prostu trzeba samemu przeżyć. I ta adrenalina, drżenie rąk, nogi jak z waty, szybkie bicie serca. To jest to, co każdy wędkarz powinien przeżyć, a w szczególności spinningista.
Pozdrawiam i życzę wszystkim podobnych przygód i pobijania swoich, własnych rekordów wędkarskich.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama