Reklama

Krutynia - mazurska Amazonka

12/12/2013 18:23

Za oknami zimno, buro i ponuro. Chociaż jest jeszcze masa okazji aby powędkować i skutecznie połowić, już zaczyna się tęsknić za ciepłem, słońcem i zielenią. Dla tego zapraszam Was, w słoneczną podróż nad jedną z najpiękniejszych mazurskich rzek, w której o dziwo mimo kłusownictwa i racjonalnej gospodarki rybackiej uchowały się jeszcze całkiem ładne ryby. 

Pierwszą styczność z Krutynią miałem pięć lat temu. Na Mazury, które kojarzyły mi się głównie z rybackimi siatami, zaciągnęła mnie prawie siłą moja dziewczyna. Zamarzyło jej się popływać kajakiem, a ja nie chcąc się kłócić, pokornie uległem, pakując torbę z akcesoriami wędkarskimi oraz futerał z wędkami.



Reklama




















W sezonie jest tu ruch jak na Marszałkowskiej.

O świcie wylądowaliśmy w miejscowości Krutyński Piecek. Pierwsze kroki skierowałem nad rzekę, aby upewnić się w swoich domysłach, jak nietrafione pod względem wędkarskim będą to wczasy. Zatrzymałem się na moście samochodowym i zacząłem powoli analizować widok, który przygotowała dla mnie matka natura. Niewielka, szeroka na kilkanaście metrów rzeka, obficie zarośnięta, o krystalicznie czystej, wartko płynącej wodzie. Na białych plamach piasku, oprócz płoci i jelców, zauważyłem ostrożnie przemykające stado pięknych linów. Musiały przypłynąć tu z pobliskiego zarośniętego grążelami zastoiska. Pod zwalonym do rzeki drzewem stała armia pasiastych żołnierzy, gotowych do ataku na wszędobylską drobnicę. Wszystkiego dopełniał widok całkiem okazałych rozmiarów szczupaka, obserwującego spomiędzy zatopionych gałęzi całe to przedstawienie. Widok obfitej w życie wody nabawił mnie dobrze znanego uczucia: wędkarskiego podniecenia. Prawie biegiem wyrwałem na kwaterę uzbroić wędki. Rzeka rozczarowała mnie bardzo pozytywnie.  Z czasem udało mi się poznać Krutynię trochę lepiej, a moje spostrzeżenia być może przydadzą się wszystkim, chcącym spędzić parę dni w tamtych uroczych okolicach. 

Reklama






















Mający mniej więcej 100 km ciek wodny nazwę „Krutynia” otrzymuje dopiero wypływając z Jeziora Krutyńskiego. W tym miejscu zaczyna się również najbardziej malowniczy, położony na terenie rezerwatu krajobrazowo-leśnego odcinek rzeki. Meandrująca wśród mieszanego drzewostanu, dostępna jest dla wędkarzy od mostu w miejscowości Krutyń, do mostu w miejscowości Ukta. Do mostu drogowego w Krutyńskim Piecku rzeka jest szeroka i stosunkowo płytka, o piaszczysto-żwirowym dnie. Obfita roślinność wodna daje schronienie wszystkim rybom, które miały ochotę tu wpłynąć wiosną ze swoich jeziorowych zimowisk.

Reklama

Ten fragment rzeki miejscami idealnie nadaje się do brodzenia z lekkim spinningiem lub wędką muchową. Poruszając się środkiem, lekkie przynęty najlepiej posyłać w stronę zacienionych przez drzewa brzegów. Obławiając niewielkimi obrotówkami i woblerkami zamulone i zasłane fragmentami zwalonych drzew zagłębienia, możemy liczyć na częste brania okoni, jazi i kleni. Przy dobrym dniu nasza przynęta nie będzie mieć wolnych przebiegów, a woda może nas obdarzyć dorodnym okazem. Dobrze dobraną sztuczną muchę będzie zasysać właściwie każda rzeczna ryba, zwłaszcza mokrą muchę. Oprócz kleni i dwudziestocentymetrowych jelców trafiałem piękne płocie, jazie i okonie. Sztucznej imitacji owada nie odmawiały sobie również krąpie i leszcze. Krutynia jest świetnym poligonem doświadczalnym dla miłośników muszkarstwa, pragnących połowić w nizinnej rzece. Dostęp dla chcących łowić z brzegu jest całkiem niezły, a po drodze miniemy parę kładek.



Reklama


















W tych okolicach trafiają się jeszcze przyzwoite szczupaki.

Od wspomnianego wcześniej mostu drogowego rzeka powoli się rozszerza, nurt zwalnia, a głębokość często przekracza 2,5 m. Przy brzegach tworzą się zastoiska, obficie zarośnięte grążelami. Wszystko za sprawą spiętrzenia przy starym młynie. Ten kawałek wody, choć miejscami dostępny z brzegu, jest gratką dla posiadaczy własnego pływadełka. Łowiąc na spławik, możemy zmierzyć się z pięknym linem lub waleczną krasnopiórą, której wielkość może całkiem miło nas zaskoczyć. Na paproszka do syta nałowimy się okoni, a podając większy wabik możemy liczyć na pobicie wypasionego szczupaka.

Reklama

Za młynem warunki nieco się zmieniają. Rzeka jest węższa, nurt bystry, a żwirowe dno usłane kamieniami. Płycizny możemy sobie spokojnie odpuścić. Przed nami miejscowość Rosocha, gdzie rzeka z powrotem zwalnia i wije się jak wąż wśród lasów i pól. Im dalej w stronę Ukty, tym gorzej z dostępem do wody. Rzekę okalają gęste trzcinowiska, a głębokość często przekracza 3,5 m, uniemożliwiając brodzenie. Tu nieodzowna jest jednostka pływająca, tym bardziej że w wymytych przez leniwy nurt dołach mamy szansę złowić naprawdę duże egzemplarze wszystkich występujących w rzece ryb.
Jeśli o świcie poświęcimy się łowieniu na spławik, spinning lub muchę, to zmrok, a nawet całą noc warto zainwestować w łowienie z gruntu.



Reklama
















Złowienie kilku lub kilkudziesięciu kleni w ciągu jednego posiedzenia nie powinno stanowić dla wprawnego wędkarza żadnego problemu.

Uwierzcie mi, że użycie lekkiego feedera umożliwi Wam zasiadkę na rybę, która jest prawowitym królem tej rzeki. Na myśli mam klenia. Tego naprawdę dużego klenia, którego widoku za dnia nie uświadczycie. Zakładam, że odbyliście już rekonesans kajakiem i poznaliście nieco Krutynię. Przypomnijcie sobie miejsca, gdzie w wodzie zalegają zwalone drzewa, zarośnięte korzeniami drzew brzegi są lekko podmyte lub inne lokalizacje, gdzie płochliwy i czujny kleń może znaleźć schronienie i ostoję przed całodziennym wrzaskiem dobywającym się z pstrokatych kajaków. Jeśli w pobliżu domniemanych kryjówek znajdziecie chociaż odrobinę wolnego dna, na którym umieścicie swój zestaw, jesteście już o krok od pełnej wrażeń nocy i potencjalnego wędkarskiego sukcesu. Prawidłowe umieszczanie zestawu proponuję poćwiczyć za dnia, co ułatwi powtarzanie tego manewru w ciemnościach. Niewielki płaski ciężarek wystarczająco unieruchomi przynętę, która powinna jak najlepiej prezentować się na dnie. Tu zostawię Wam pole do eksperymentowania, podpowiem jednak, abyście nie stronili od zakładania na hak bardzo dużych kęsów i wystrzegali się używania zbyt cienkich żyłek. Zacięty kleń wykorzysta każdą sytuację, aby błyskawicznie wskoczyć w zielsko, z którego go już nie wyrwiecie. Wygraną ułatwi Wam szybkie zacięcie i wysoko trzymany kij podczas jak najszybszego siłowego holu.

Reklama

Podczas zasiadki o zmroku może trafić się ciekawy przyłów. W rzece trafiają się piękne węgorze, kilogramowe wzdręgi i ogromne płocie. Umiejętnie dobrana miejscówka oraz przynęta mogą przynieść w ciągu paru godzin nawet kilkadziesiąt brań.


Wybierając się w te okolice, warto liczyć się z faktem, że Krutynia jest jednym z najbardziej cenionych i uczęszczanych szlaków kajakowych w Polsce i Europie. Możemy tę sytuację chytrze wykorzystać, wyruszając na przykład z całą rodziną na kajakowy podbój rzeki, skrupulatnie zapamiętując atrakcyjne wędkarsko miejsca. W ciągu dnia koryto rzeki jest zapchane kajakami, jak warszawskie skrzyżowanie w godzinach szczytu, a wędkarz będzie się tu czuł jak pieszy przebiegający autostradę w niedozwolonym miejscu.

Z czasem sami dojdziecie na co i w jaki dokładnie sposób przechytrzyć krutyńskie klenie i łowić ich nawet kilkadziesiąt sztuk podczas jednego posiedzenia. Jak Wam się to już uda nie mówcie o tym głośno. Podobno klenia również da się zjeść.

Reklama

Tekst ukazał się w miesięczniku Wiadomości Wędkarskie.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama