Kazdy z nas chyba to przechodzi. Łowimy czesto czy niekiedy bardzo czesto. Bywalem nad woda w dobrych okresach 6do 7 dni. Minimum 8-9 miesiecy w roku oczywiscie w pozostałe miesiace tez łowiłem ale mniej bo lód bo zima Metody rozne. Rybałka na calego a potem przyszedł okres stagnacji, ryby przestały bawic, zadowalac. Wyprzedałem wszystek sprzet bo myslałem że to koniec. Miałem coś koło 4 lat przestoju. ( dwie pitki na raz mi smierdziały to i metoda na rosówka była ważniejsza ) Potem powoli powróciłem. Najpierw czasami. Kije byle jakie aby były. Potem głębiej. Kije sie poprawiły na lepsze(czytaj droższe ) . Reszta sprzetu tez podrożała. Potem jeszcze głębiej. Kijerobione na zamówienie na szczęście zamawiam u siebie to nie mam komu napyskowac jak jest nie tak jak trzeba. No i ostatnio ugrzęzłem na całego. Dwie łódki w pełni wyposażone stoją na podwórku i w planach auto typowo do ciagania tego bajzlu. Masakra jakie to koszty. Łowisko pod nosem też takie sobie (choć życiówki właśnie pod nosem miałem) . Trzeba jechać dalej bo tam na pewno bieru większe
Oczywiście w między czasie dwa wyjazdy w roku na ryby na północ co by rządzę krwi i mordowania zaspokoić
I tak pogrążam się w coraz większym bagnie. Nawet jednych normalnych spodni nie posiadam. Jedynie jakies wędkarskie. ( choć ma to swój plus . Nikt mnie nie zaprasza w gości bo wstyd )
obsesja ??????????
Tak. No bo jak można inaczej powiedzieć o kimś kto przy minus 31 stopniach jedzie na ryby. Choć jest inne lepsze określenie. Takie na i się zaczynając. Dobrze że rodzina sie nie odwraca.
No i mam jeszcze dylemat. Plemnik podrasta i nie wiem czy zacząc dzieciakowi łeb orac wedkarstwem i przyokazji sobie. No bo jak zaczne uczyc to bedzie gnojek wku..... tata urwało sie. Tata zawiąż. Tata ryba i tak w kolo bedzie tata to tata tamto. Z drugiej strony potomek i fajnie by bylo razem czas nad wodą wspólnie spedzic czy nauczyć Go czegos według mnie fajnego. I znów dupa. Nie wiem co zrobić.
Komentarze