Reklama

Ku przestrodze i szacunku do dużej rzeki

21/05/2013 20:28
Sezon już niemal w pełni, wyprawy na weekendowe rybki coraz częściej planowane, nawet na wakacyjne dłuższe wypady nad ukochaną wodę. W tym przypadku będzie o dużej nizinnej rzece, właściwie królowej, czyli Wiśle.
Ale nie o samą wodę i miejscowości tu chodzi co o niebezpieczne sytuacje o których sam kilkanaście lat temu raczyłem przeżyć, nie mało z lekko traumatycznym skutkiem…
No ale była to Wisła w okolicach Puław dodam dla małej ścisłości.
Każda taka rzeka jak wiadomo jest bardzo zdradliwa i to co było gdy tu byliśmy przed powiedzmy tygodniem już kompletnie nie ma racji bytu…. była głęboka przykosa od brzegu…. już jej nie ma…. głębsza była strona napływowa na szczycie danej główki…. zapomnijmy…. wody po kolana… itd., itp…
To właśnie nazywa się czytaniem wody. Widać to gołym okiem, choć trzeba się tego nauczyć !
Ale nie dla ludzi, którzy mieli wtedy po 17-18 lat i jeździliśmy co roku pod namiot nad akurat tą kompletnie dziką wodę i okolicę.
Przyjeżdżaliśmy co roku i już co roku znajomi gospodarze jakby nas wypatrywali…. zawsze było miło jak odwiedzał Nas rano staruszek wyprowadzający krowy, czy ktoś idący na ryby i uczył gdzie lepiej łowić i na co….
No ale mniejsza z tym….
Co roku byliśmy mądrzejsi. No ba…. znamy tu każdą główkę, każdą klatkę, rady potrzebne nie były bo przecież my niemal jak miejscowi i to już też nasz spory kawałek tej ukochanej rzeki !

Epizod 1

Pchanie się na ulubioną główkę w wodzie po pas, przez 12-15 metrowej szerokości klatkę ze sprzętem na ulubioną ostrogę.
Nie ma kłopotu, woda po pas, dwa kursy i jesteśmy we 3 na najlepszej naszym zdaniem ostrodze. To, że woda przybiera bardzo szybko było widać już późnym wieczorem, ale ok., przyjechaliśmy tylko na jedną nockę wędkowania to damy radę….
Rybki brały cudownie, ale około 1 w nocy zmorzyło nas ciutkę tak piwko, jedzenie i po prostu sen…
Dzwonki na wędkach gruntowych każdego jakby co obudzą…..
Gdy się obudziłem pierwszy moje wędki, które były najbliżej szczytu główki miały już kołowrotki w wodzie i lekko brzdąkały dzwonki pod naporem spływającego i osadzającego się na żyłce zielska i patyków. Obudziłem szybko pozostałych, że chyba faktycznie dajemy już spokój i najwyżej pospiningujemy sobie później ale przejdźmy tą "płytką do pasa klatkę" z klamotami bo może być ciężko…
Pozbieraliśmy o wczesnym świcie klamoty… tyle, że po dojściu do owej "płytkiej" klatki okazało się jak kolega spróbował na ochotnika dokąd sięga woda, że nie ma gruntu pod nogami ! Płynąć ze sprzętem nawet nikt by nie próbował…..
Czyli idziemy dalej…
Udało się w drugim miejscu po przejściu dobrych 300 metrów, woda była tylko po "cycki", za to śliskie kamienie pod nogami. Udało się…. brakowało niewiele, był to rok 1997 gdy Wisła po prostu niesamowicie szalała….. jeszcze parę godzin i … w najlepszym razie bez sprzętu byśmy dopłynęli.

Epizod 2

Co roku każda nasza "dobrze znajoma" ostroga jest inna !
W miejscowości gdzie jeździmy jest 6 tzw. Główek. Co roku są kompletnie inne…. jednego najgłębsza jest 1 gdzie silny nurt wymyje piach na którąś z pozostałych, innego 6, ostatnia… taka magia tej rzeki po prostu…
Jeden z kolegów postanowił, że kończymy łowienie to on się wykąpie wskakując na szczycie jednej z nich do wody….
Nikt nie zdążył go powstrzymać…. i szczęście, że nie skoczył na główkę, skończyło się tylko na poobijanych i pokaleczonych kolanach…. czyli jodyna, bandaż i dwa dni przy namiocie jako robiący kawę.

Epizod 3

Dla Nas, którzy nie posiadali środka pływającego każda znaleziona i wychodzona przykosa, która miała połączenie z brzegiem była jak dar z niebios…
Wiadomo, żeby wystrzegać się wchodzenia pod jej brzeg, gdzie na samym kancie może czaić się naprawdę ładna głębia…
Tu na szczęście tylko lekko się ześlizgnąłem holując bolenia.. ale będąc w woderach przypiętych do paska spodni wolę nie myśleć co by było gdyby nie przyjaciel, który był pod ręką.

Epizod 4]

Stroma skarpa podmywająca brzeg, która dochodzi do ostrogi…
No tu już niestety pojechałem na całego, oczywiście w woderach prawie do pasa…
Nie wiadomo kiedy osunął się piasek.
I nie wiadomo jak wbijając w niego dłonie zatrzymałem się na dole mając tylko stopy woderów zanurzone w wodzie, gdzie była co najmniej 2 metrowa głębokość, myślę, że większa.
Wspinaczka była okrutna, moja woda pochłonęła tylko pudełko z przynętami….
Trauma w połączeniu ze strachem lekko mówiąc była duża.
Reasumując. Zawsze należy się wielki szacunek dla tak wielkiej rzeki. Nawet gdy jesteśmy tu co dzień to zawsze jesteśmy jej gośćmi….
Zawsze szanujmy gospodarza, może on też czasem nas uszanuje i to uchroni nas od…. głupoty!
A z wiekiem i doświadczeniem już oczywiście tych głupot nie popełnimy.
Pozdrawiam, jeśli ktoś dotrwał do końca tego wywodu !
Paweł
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama