Reklama

Kwietniowy wypad

07/04/2009 20:53
Przez cały tydzień błagałem tatę, żeby pojechać na ryby z okazji zdania na kartę wędkarską i jako rozpoczęcie sezonu. Po ubłaganiu taty została ostatnia przeszkoda-mama. W piątek zakomunikowałem mojej mamie, że chcemy(ja i tata)jechać w sobotę rano na rybki. Mama była lekko zdenerwowana, ponieważ coś nie wyszło w pracy. Po oznajmieniu propozycji nasza "barykada" zaczęła wymieniać różne przykłady "co może się stać". Wymieniała po kolei:
-"myślisz, że jak masz kartę wędkarską to znaczy, iż możesz jeździć na ryby"
-"jest jeszcze zimno"
-"pewno żaden wędkarz jeszcze nie jest na rybach"

Kiedy ochłonęła. Zgodziła się! Byłem wprost uradowany. Więc tak...O 17:00 byłem umówiony z przyjaciółmi. Po powrocie(około 19:00)zestaw był gotowy. Wstaję o 6:10. Wstawiam wodę i pakuję ekwipunek. 30 minut później byłem gotowy. Wsiedliśmy w samochód. Ja jeszcze zaspany odrobinę ale tata był już całkowicie obudzony. Po zajechaniu zeszliśmy z górki nad jezioro i wytypowaliśmy miejscówkę. Chwyciłem wędkę i krzesełko. Tata resztę. Po zejściu wybrałem spławik oraz dobrałem ciężarki.

Pierwszy zarzut-poszedł cały przypon. Później zarzuciłem dobrze. Łowiłem na białego. Siedziałem i patrzyłem na nieruchomy spławik. Wokół mnie cała przyroda tętniła życiem. Piękne bazie kotki zdobiły do tej pory puste drzewa. Z pałek spadało "białe pierze". Od czasu do czasu pokazały się kaczki. Wracając do mojego zestawu nic się nie działo. Było nudno, ponieważ przez całe 5 godzin nie miałem ani jednego brania. Piękny łabędź przepłynął obok mojego spławika prawie go zahaczając. Łączny wynik wyprawy-wielkie 0 .

Życzę wszystkim wędkarzom połamania kija.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama