Było to w czasach głębokiej komuny, kiedy o oczyszczalni ścieków dla powiatowego ŚWIDWINA nikt jeszcze nie
słyszał a do Regi, płynącej przez to nastotysięczne miasto - spuszczano ścieki zaledwie przecedzone pod
kątem zatrzymywania co większych gabarytów...Jak to określił pewien wysoki rangą urzędnik ze Szczecina - u
nas to na wały Chrobrego /gdzie jest wylot przedwojennych kolektorów ściekowych z Centrum/ niema prawa
dopłynąć stary fotel a co drobniejsze to niestety dopływa i... wypływa na Odrę...!
Jako, że z tegoż właśnie Świdwina wyemigrowałem skuszony budową wielkich POLIC na samym początku ich
budowy w Świdwinie pozostała moja najbliższa rodzina i dom rodzinny, stąd też "raz po raz" wpadałem tam w odwiedziny. W końcu lat siedemdziesiątych, po studiach, wróciłem do wędkarstwa i bakcyla pstrągowego już załapawszy, za kolejnym letnim pobytem, postanowiłem poddać próbie spinningowej Regę poniżej miasta.
Pierwsze obrazki nie napawały jakoś tak negatywnie, owszem woda miała wyraźne zabielenie, takie jakby
zamglenie, ale klar niezły i widoczność przyzwoita. W korycie sporo roślinności ale w pasie gł. nurtu dno wolne, żwirowaty blat i niebawem pierwsze rybki się ujawniły, tzn okonki... Nie o take polske/.../ szukałem
czegoś takiego więcej kropkowanego...że już o wymiarach nie wspomnę. Po przełowieniu "w dół" jakieś 1,5km postanowiłem wrócić pod miasto i tam w krótkim odstępie czasu wyłowiłem dwa pstrągi, z tym że ten
pierwszy i mniejszy/ ówczesny wymiar ochronny to zaledwie 25cm/ padł tuż poniżej ujścia prawobrzeżnego
dopływiku niosącego przecudną wodę z pobliskiego jez.Wilczkowo, drugi ok.45cm usiadł na obrotóweczkę
dość daleko od wspomnianego ujścia.
Po powrocie/ szybkim bo to bliziutko/ ochom i achom nie było końca. Choć w rodzinie sami wędkarze, ale nie
rzeczni, zaś jezior w promieniu 10km kilka. Dość, że stanęło na tym,że pod wieczór spotykamy się całą
rodziną na degustacyjnej kolacji. Ja miałem już ociupinę wiedzy kulinarnej, podpowiedziałem Mamie na czym i jak - wszystko zapowiadało duże przyjemności smakowe a kolorki aż oczy cieszyły.Rodzina się rozsiadła,
Mama zaserwowała półmisek z dzwonkami pstrąga a że mniejszy był na wierzchu to i pierwszy był jedzony...
Gdy zaczęto jeść dzwonka z dużego zaczęły się cmokania,że cóś tu nie tak, ten ma jakiś inny smak itd itp
W naszej rodzinie mieliśmy brata wszystkożercę i gdy zaczęto oddawać niesmakujące porcje jemu, który się
deklarował, że on wszystko sprzątnie bo taaaka ryba - zjadł nieco przygaszony a na koniec mówi = wiecie
jaka to była ryba? LATAJĄCY PSTRĄG, bo przeleciał wszystkie wasze talerze..!!!
Już na serio doszedłem potem do wniosku, że ten mniejszy mógł okresowo wchodzić w samo ujście dopływu z przeczystą wodą stąd nie cuchnął, zaś dla 40-taka tam już było za ciasno a żyjąc stale w cuchnącej mydlinami wodzie no niestety, był zdecydowanie nie jadalny. Tak to poznałem niespotykany podgatunek potokowca latawca...!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze