Reklama

Ławka - wehikuł czasu

29/03/2009 11:56
Jest 29 marca 2009 roku, minęło właśnie południe, a ja zdałem sobie sprawę, że zyskałem na przesunięciu wskazówki zegara godzinę. Właśnie o tyle skrócił się czas oczekiwania na samolot, którym pod koniec lipca polecę do Warszawy, a po kilku dniach - ekspresowym z nazwy pociągiem dowlokę się do Gdyni. Z Gdyni już tylko dwie godziny jazdy do miejsca, z którego zobaczę poszarzałą od wody, wiatru i słońca ławkę. Gdy już sprawię wędki, zejdę łagodnie opadającym polodowcowym stokiem na brzeg. Na brzegu osiny, brzozy, koźlaki i borowiki. Kaszuby...

Tak, Piękne Panie, Dostojni Panowie, są jeszcze na świecie takie mejsca, gdzie drzew jest więcej niż ludzi, ryb więcej niż wędek, a ciszy więcej niż natrętnego zgiełku. Nic dziwnego, że siedzenie na niewygodnej sosnowej ławie łatwo przechodzi w nieodparte poczucie zasiadania w komnacie tronowej, z której widać cały świat (jezioro, trzciny, mgła nad taflą) i spory kawałek wszechświata (gwiazdy na nocnym niebie.)

Rozumiecie już chyba, że wędkarstwo jest dla mnie nie tyle gorączkową pogonią za rybą, ile raczej byciem w miejscu, gdzie świat ukazuje swoje najpiękniejsze oblicze. W takim miejscu, które nadaje sens oczekiwaniu na chwilę, kiedy ruch bombki wyrysowuje w powietrzu wykres poziomu adrenaliny we krwi. W takiej chwili, w takich miejscach chyba wszyscy czujemy się jak nasi praszczurowie, którzy zasadzali się z różnymi narzędziami na wodne potwory z otchłani. Te, które przypadają nam w udziale, mówią, że spóźniliśmy się o wiele stuleci. Cóż, tym mocniej żałuję, że zacząłem wędkować tak późno. Mam nadzieję, że zostało mi jeszcze jakieś czterdzieści, może pięćdziesiąt lat, żeby odzyskać ten stracony czas.

Za którego odliczanie niniejszym znów się zabieram.



Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama