Godzina 5:30, trochę zniechęcony do wstawiana dosłownie zczołgałem się łóżka. Cały zaspany, wręcz nieogarnięty zrobiłem sobie poranną herbatę. Po półgodzinnym śniadaniu, moje oczy się rozszerzyły a sącząc herbatę moje myśli odpływały ku dzisiejszemu wędkowaniu na moją ulubioną metodę gruntową - feeder. Po godzinie 6:00 przyjechał po mnie kolega, łowca Paweł, i bez zastanowienia ruszyliśmy na łowisko. Moją zanętą była zanęta o specyficznym niemal bezwonnym zapachu. Dlaczego taka? Otóż na łowisku którym łowie jest stosunkowo dużo wędkarzy którzy łowią, obszernie nęcąc, a z własnego skromnego doświadczenia wiem, że ryby są przyzwyczajone to smaku wanilii i truskawki więc postawiłem na zanętę o bardzo lekkim aromacie. Do mojej zanęty z przeznaczeniem na lina i karasia dosypałem około 30dag Kopry, znanej marki Traper. Zanęta nabrała troszkę ciemniejszej barwy przez co odróżniała się od dna, przez co szybciej nęciła rybę, a mała populacja drapieżnika w tamtejszych stawach, nie przeszkadzała białej rybie w wejście w zanętę. Wędka rzucona. Koszyczek o wadze 20g obustronnie otwarty umożliwi mi dość dalekie rzuty a za razem lekki i delikatny hol ewentualnej ryby. Za pierwszą przynętę posłużyła mi kukurydza konserwowa w ilości 3 ziaren, najzwyklejsza, dostępna w każdym sklepie, podparta 1 pinką co umożliwiło ruch przynęty i większą szansą na zainteresowanie ryby, Haczyk na którą założyłem ową przynętę był z przeznaczeniem na płoć, o numeracji 8 oraz wyróżniającym się długim trzonkiem co umożliwia mi nakładanie intensywnej ilości danej przynęty. Na pierwsze ugięcie feederka, musiałem poczekać około 30 min. Perfekcyjne zacięcie w tępo, lekkie ugięcie wędziska oraz idealnie pracujący hamulec kołowrotka. Dosłownie po chwili, z lekkim niedosytem zrozumiałem że na haku uwiesił się leszcz, który na początku holu stawiał dość znaczny opór. Leszcz mierzył 48cm, całkiem niezły start, lecz moje myśli wędrowały ku dorodnemu karpiu. Godzinę później zaczęły się brania małych karpi, co na żyłce głównej 0,16 a przeponowej z plecionki 0,06 sprawiało mi wiele radości. Nagle ustała cisza. Wiatr ustał a fale ograniczyły swoją wielkość do kilku milimetrów. Kilka godzin bez brań. Około godziny 14 totalnie zniechęcony nałożyłem na mój haczyk bardzo obficie pinki a zestaw umieściłem 10m od brzegu. Feederka ustawiłem prostopadle do tafli wody, a branie miało być widoczne na wolnym biegu szpuli, oraz ulepszone elektrycznym sygnalizatorem brań. Zacząłem się pakować, cały sprzęt był już gotowy do odjechania z łowiska, a ja postanowiłem umilić nieprzyjemny okres bez brań krótką drzemką, lecz na szczęście ryby miały inne plany, sygnalizator zaczął upominać o braniu ryby. Zacięcie, feeder ugięty do granic wytrzymałości i tyrkotający kołowrotek bez przerwy. Po 20 minutach holu, ryba była na tyle zmęczona że udało mi się ją podprowadzić pod brzeg, karp ważył 5,5 kg , co prawda okaz duży to nie jest lecz na żylke 0,16 oraz delikatnym feederze jego hol sprawił mi wiele radości, a zarazem niedawno zacząłem przygodę z wędkarstwem więc była to moja życiówka. Jest to mój pierwszy temat i w razie jakiś drobnych usterek proszę o wyrozumiałość, Rybka oczywiście wróciła do wody, jak w większości moich złapanych ryb. (Nie wiem czemu nie moge dodać zdjęć ;p)
Komentarze