Reklama

Leszczowa nocka

01/06/2015 14:57

Bezchmurne niebo, słonce ogrzewające twarz swoimi pierwszymi porannymi promieniami, gładka tafla jeziora i rozłożony sprzęt. Przywołując te wspomnienia, czuje się ciepło na duszy. Rzut oka za okno...Deszcz i chmury, pogoda wybitnie "nie na ryby". Wypad na szczupaka zaplanowałem na kolejny weekend, ale jak większość z nas, wędkarzy, wolałbym wyskoczyć nad wodę szybciej. Chociaż na chwilę, chociaż na spławik. Może by tak pojechać, na nockę? Ta myśl niczym igła, wbiła się w głowę i tak długo dawała o sobie znać, aż w końcu zapytałem się mojej kochanej małżonki, czy nie ma nic przeciwko. Jade! Kumpla Romana nie trzeba było prosić. Szybkie zakupy, pakowanie i wybór łowiska. J-01, standardowo. Miejscówek jest tam sporo, w zależności z której strony łowimy. Niemniej jednak, my mamy swoje stałe miejsca. Czasami tylko żal patrzeć jaki syf zostawiają po sobie niektórzy "wędkarze", ale to temat na osobną relację. 

Reklama

Tego wieczoru postanowiłem rzucić jeden zestaw uzbrojony w całą tłuściutką rosówkę, a drugi standardowo, biały i kukurydza. Roman, oczywiście pukał się w czoło, mówiąc "gdzie w zimną wodę, całą rosówkę". Ale jak się chwilę później okazało, mój wybór był słuszny. Ja rzuciłem swoje zestawy, Roman rzucił swoje, usiedliśmy i oficjalnie zaczęliśmy łowienie. W tym momencie się wypogodziło i słońce wyszło zza chmur oświetlając przeciwległy brzeg, całe szczęście. Byliśmy przygotowani na przelotne opady, ale chyba nikt nie lubi siedzieć w deszczu. Tak czy owak, Zapowiadał się dobry wyjazd. 

Niedługo po zarzuceniu sprzętu, Roman zalicza pierwsze branie. Energicznie podniesiony wskaźnik nie pozostawiał złudzeń. Zacięcie. Szczytówka pięknie pokazuje, że coś walczy na końcu zestawu. Płotka, całkiem ładna, oceniam ją na jakieś 25 - 30 cm. Przyjechaliśmy na leszcza, ale takie sztuki juz można łowić. Już wiedziałem, że muszę szybko coś złowić, coś większego. Gdy chwilę później emocje opadły, a Roman juz przymierzał się do "przypomnienia" mi, że czas mija, a ja jeszcze nic nie złowiłem, w mój zestaw coś uderzyło. Potężne szarpnięcie, prawie zrzuciło mi wędkę z podpórki. Szczytówka mojego feedera wygięła się, jak bym już coś ciągnął. Podniosłem wędkę, zacięcie. Oby lin, oby lin, niech będzie lin. Na końcu zestawu czułem fajną rybkę. Podciągnąłem ją do powierzchni i zobaczyłem...leszcza. "Myślałem, że lina ciągniesz" - dodał z przekąsem Roman, też tak myślałem, ale się przeliczyłem. Jednak na pierwszego w tym roku lina, przyjdzie mi jeszcze poczekać. Leszcz był przyzwoity i nie było wstydu pokazać do kamery. Nie zmierzyłem go, ale pamiątka na filmie też się liczy. 

Reklama

Gdy ponownie rzuciłem zestaw, nie zdążyłem usiąść, a sytuacja się powtórzyła. Sygnalizator podskoczył pod samą wędkę, a szczytówka ponownie zaczęła się wyginać. Zacięcie. Wiem, że siedzi, ale na pewno nie jest większy niż poprzednik. Przy brzegu zobaczyłem, że to okoń. Trudno...Szkoda tylko rosówki, z niej zostały tylko strzępy. Niby nie był mały, ale 20 cm okoń, to nie 50 cm leszcz, a tym bardziej nie lin. Kolejny raz rzucam zestaw w to samo miejsce i wreszcie siadam na swój wygodny leżak. Pomimo sporych rozmiarów i trudności przy pakowaniu do auta, nie zamieniłbym go na żadne krzesełko wędkarskie. W międzyczasie zaczęło się już mocno ściemniać. Czas na kawę. Gorąca świeżo zrobiona kawa bije na głowę kawy z termosu, a zwłaszcza na świeżym powietrzu. Nocka minęła ciekawie, było kilka brań, kilka leszczy wyholowaliśmy. Jednak żaden nie był większy niż ten pierwszy. Nad ranem brania ustały i tak już zostało, aż do samego odjazdu. 

Ta nocka to był spontaniczny wyjazd, który dał wiele radości. Ja jednak choruję na "szczupakozę" i nie mogę się doczekać wyjazdu na łódkę ze spinningiem. 

Reklama

Już nie długo. 

Do zobaczenia nad wodą!


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama