Dziś kontynuacja moich przygód z leszczem... Rano o godzinie 5.40 pobudka wstaję myję się szybkie śniadanko i w drogę. Nie spodziewałem się zbyt wiele po dzisiejszym dniu pogoda nie ciekawa w kalendarzu brań też nie najlepiej ale chciałem spróbować. Gdy zadzwoniłem do kolegi czekała mnie nie miła niespodzianka.. Okazało się że zaspał i nie chciał wstać z łóżka. Po prostu wymiękł no ale cóż idę. Gdy dotarłem nad wodę zaczęło kropić,ale nie poddałem się rozkładam wędkę moją dzisiejszą metodą jest najzwyczajniejsza w świecie sprężyna. Kiedy rozłożyłem wędki była 7.00 spotkałem bardzo sympatycznego pana który pokazał mi parę sztuczek gruntówki... Pogadaliśmy jeszcze chwilę i nagle zaczęło lać. Lało jak z cebra ale wędka już i tak przemokła my bezpiecznie pod drzewami i tylko czekam... Długo nic... Pan poszedł po swoje wędki a ja chwilkę czekałem w końcu przestało padać można się było wziąść za aktywne łowienie około 9.00 pierwsze puknięcia, Bąbka delikatnie się podnosi szybka reakcja i zacięcie siedzi. Ku mojemu zdziwieniu był to okoń wymiarowy okoń... I tak jeszcze 3 razy no nic mówię chociaż okonie dziś połapałem ale nie poddałem się i rzucałem dalej i jest pierwszy leszcz drugi trzeci czwarty i tak dalej aż do ósmego na tym się skończyło. Połowy były bardzo udane widać iż trzymaliście kciuki ;>
To finał mojej wyprawy z dnia dzisiejszego...
Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za uważne przeczytanie mojego tekstu ;>
Komentarze