Dnia 7 Lipca postanowiłem się wybrać na ryby. Miałem wyruszyć o godzinie 14, lecz przedłużyło się i wyruszyłem o 16.30. Gdy byłem na miejscu była juz tak 17.00. Zanim rozpakowałem wędke, i rozrobiłem zanęte było juz 10 po siedemnastej. Przynęty nie miałem prawie żadnej, bo tylko Kukurydza i bułka. Postanowiłem zarzucić na bułkę. Czekam 3 minuty, a tu już branie. Gwałtowne szarpnięcia na boki. Postanawiam zaciąć, i jest! - mał płotka 4 cm :). Ponownie zarzucam wędke i znów to samo... Kolejna mała płotka. Jak widząc póżniej przez 15 minut, były te same brania. Próbowałem zacinać, lecz rybki było takie małe, że tylko haczyły o haczyk. Po pół 15 minutach jest branie! typowe na karasia. Spławik szedł na bok i powoli pod wodę. Zacinam i jest! Wyciągnięcie nie było łatwe, ponieważ w miejscu w którym siedziałem, było bardzo płytko zaledwie 50 cm... Wyciągam karasia z trudem ponieważ przyczepił się on do ziela jakie tam było. Wyciągam go i patrze a on jakiś taki mętny...łuski pogryzione, i skrzela zakrwawione. Pomyślałem sobie, że jakaś drapieżna ryba go zaatakowała. Karas mial około 13 cm. Odpięcie i chlup do wody :). Czekam znów jakieś 10 minut, dochodziła już szósta. I znów branie takie jak poprzednie płotki... Zacinam i siedzi! Opór był duży!. Zauważyłem , że to karaś bo było dosyć płytko. Ciągnę go, wędka juz wygięta jak znak ). Już myślę sobie, że go wyciągne a tu znów wpadł w te zarośla. Po średnim holu rybka się ukazała - Karaś miał 19 cm! Mój rekord. W Sobote znów się wybieram na ryby, myślę, że też będzie tak udanie :). A i karasia oczywiście wypuściłem do wody :) Pozdrawiam i życze każdemu także udanej wyprawy :) A oto zdjęcia!
Komentarze