22 lipca, od tygodnia już jestem umówiony z kolegami na ryby. Po ciężkim tygodniu pracy w końcu odpoczynek. Decyzja jest tylko jedna: noc Wisła i leszcze. Jedziemy na odcinek rzeki na którym łowimy już od zeszłego roku. Pięknie rozlana rzeka z dwoma rynnami w zasięgu rzutu w których łowimy piękne leszcze. Przyjeżdżamy i szok wszystkie miejscówki zajęte pytamy wędkarzy o wyniki i następny szok bardzo słabe brania, nic to szukamy nowego miejsca i znajdujemy pod starą zniszczoną wierzbą .
Zakładamy obóz montujemy wędziska ,ja wyrabiam zanętę nowego pomysłu (zanęta leszczowa o zapachu piernika, karpiowa o zapachu wanilii biszkopt miodowy + kukurydza + płatki owsiane +pęczak). Początek naszego łowienia to w większości krąpie i małe leszczyki dopiero od godz. 23 zaczynają się brania, najpierw małych sumków a potem tylko już leszcze i to duże, baaardzo duże. Dość powiedzieć że do dziewiątej rano złapaliśmy dziewięc leszczy powyżej 65cm a takich od 50 do 60 co najmniej kilkanaście .
Najlepszą przynętą okazał się pęczek białych robaków na który złapaliśmy większość ryb, sprzęt na który łowiliśmy to ciężkie feedery z koszyczkami 80g Wyprawę uważam za bardzo udaną tym bardziej że bardzo rzadko mam okazję wyjeżdżać na nocne wędkowanie.
Komentarze