W ramach wędkarskiego rozwoju postanowiłem w tym roku odwiedzać więcej łowisk. Nie zamykać się na kilku wybranych dobrze mi znanych ale zmierzyć się z czymś nieznanym. W zeszłym roku kilka razy przekraczałem niewielką rzeczkę Liwiec w Okręgu Siedleckim. Niewielka rzeka wyglądająca na taką, która nie jest skażona ludzką działalnością wydała mi się ciekawym wyborem. Przypomniałem sobie o niej kilkanaście dni temu i postanowiłem zrobić rekonesans.
Zawsze rozpoznanie zaczynam od zapoznania się z regulaminem. Od miejscowości Liw aż do mostu kolejowego w Łochowie do 30 kwietnia jest zakaz spinningowania. Na odcinku od mostu spinning jest dozwolony ale na przynęty nie dłuższe niż 5cm. Postanowiłem więc wziąć lekki spinning i podjechałem do mostu w Łochowie. Z tamtego miejsca rozpocząłem rekonesans. Znalazłem co prawda kilka głębszych zakrętów ale ilość ludzi grillujących i piknikujących nad wodą nie zwiastowała dobrych połowów. Długie spacery i wtykanie kija między wypoczywających nie przyniosły żadnych efektów. Postanowiłem zmienić miejsce i podjechać do miejsca gdzie Liwiec uchodzi do Bugu. Tam kolejne spacery i próba dostania się do koryta. Wysoki poziom na Bugu spowodował cofkę i od ujścia do mostu koło miejscowości Kamieńczyk nie było szans bez odpowiedniego obuwia dopchać się do wody. Niestety dzień zbliżał się ku końcowi i trzeba było uznać pierwsze starcie z Liwcem za przegrane.
Tak łatwo nie odpuszczam i tydzień później znów byłem nad Liwcem. Tym razem zacząłem od mostu w Kamieńczyku wyprawę w górę rzeki. Tam właśnie znalazłem dużo ciekawsze miejscówki. Ludzi bardzo mało. Dostęp do brzegu możliwy i w miarę łatwy. Do tego liczne zwalone drzewa i zakręty były książkowym przykładem kryjówek ryb. Na początek na końcu zestawu założyłem obrotówkę Mepps Aglia w rozmiarze 00. W jednym z pierwszych rzutów branie z przykosy. Tego gatunku nie planowałem złowić... jako pierwszy na lądzie zameldował się dorodny krąp. Kotwiczkę całą miał w pysku wiec nie było mowy o podhaczeniu. Woda w rzece niezbyt głęboka dlatego musiałem chodzić od zakrętu do zakrętu szukając głębszych rynien. W jednej z nich namierzyłem niewielkiego okonia. Skoro wziął jeden to powinno być ich więcej. Zmieniłem przynętę na 4 centymetrowy wobler Robinson Buster w kolorze perch. Po kilku rzutach udało się skusić kolejnego okonka. Wobler zdał egzamin i skusił kilka pasiaków, z których największy miał około 27cm. Podczas zabawy z okoniami poczułem kilka stuknięć, które nie wyglądały na okoniowe. Po kilku kolejnych rzutach przynętę pod nogi odprowadził kleń ok 35cm. Stukały ale wziąć nie chciały. Dzień zbliżał się ku końcowi a klenie wciąż wybrzydzały. Zmieniłem jeszcze przynętę na małe wahadełko Igora Olejnika. Wahadło tak jak Buster drażniło klenie na tyle żeby trącały go aż wyciągnę z wody ale kłapnąć pyskiem nie chciały.
Drugie starcie uznałem za rozstrzygnięte na moją korzyść. Kilka ładnych kleni widziałem także na pewno wrócę tam w maju żeby je poczęstować większymi już przynętami.
Sprzęt jakim łowiłem to:
Robinson Diaflex Perch Jig 2,25m 2-10g
Robinson Pulsar 1020
Robinson Primera Pro Spin 0,161
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze