Reklama

Łódka, spinning, zdobycz

20/08/2009 20:07
Jest! Siedzi! - krzyknąłem w myślach. Po ruchach szczytówki sądzę, że nie jest to okaz, którego głowa by sie nadała na ściane i opowieści wnukom a"la Mobby Dick. Przy boku łajby okazuje ryba być małym, niewymiarowym szczupakiem, oborotowka nr 3 cos słabo sie stara skusić dużego osobnika, mały poczuł ulgę od pijącego go haczyka i popłyną poskarżyć się reszcie.

Rzucam, rzucam, rzucam... "A może by tak rzucić między lile?" - szepnął mi odpalony papieros. Wyciągnąłem spina, z miekką szczytówką, wraz z żółtym twisterem i ciabach nim miedzy lile... Czuję szarpnięcie, zacinam i zwijam, moim oczom ukazuje się maławy okonek, taki mały a taki pazerny, toć ten tiwster to 3/4 okonia - niech się nie miota i wraca do wody. Czas zmienić altyrerię?

Wędzisko kongera 2,7m z plecionką i obrotówką meppso nr 3, srebrną z dzwonem znów wchodzi do gry. Biczuję taflę wody w oczekiwaniu czegoś z czym można by powojować, miejsca nie zmieniam, bo dobrze tu sie rzuca i towarzystwo miłe, mały narybek sie ciągle do mnie uśmiecha i zagaduje ;) Rzut za rzutem, by w końcu zahaczyć o lilię, ale zaraz, lilie się nie wyrwracają bialym brzuchem do góry i nie robią wielkiego pluuuuum! Kołowortek przytrzeszczał, ale szpulka więcej zwija niż rozwija. Drapieżnik chce uciec w te diabelne pseudo kwiaty wodne, plecionka jednak wybija mu tę myśl z głowy. Po 10minutowej walce z "bestią" ukazuje się ona moim oczom w pełnej okazałości, 70cm 2kg wagi. W końcu w tym sezonie coś "poważniejszego".
Z uśmiechnięta, brudna i spoconą gębą wracam do domu, a w myślach "będzie ryba na kolację".

Pozdrawiam,
Maciek.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama