Reklama

Łódź wędkarska

10/04/2009 08:58
Nadszedł ten czas, aby przyjrzeć się naszemu pływającemu sprzętowi. Wyciągnąłem moją Balbinę (Wodnik 410) z garażu i zacząłem od opróżniania bakisty. Najpierw wyjąłem pudełka z błystkami, gumisiami i innymi paprochami. Potem zapasowe dulki do wioseł, dwie puszki kukurydzy, linka itp. Pierwszą porządkową rzeczą było umycie łodzi szamponem do samochodu. Twój sprzęt stanowi o Tobie, pomyślałem, bo jednak przyjemniej siedzi się w czystym. Wbrew pozorom takie dokładne mycie burt i wnętrza zajmuje trochę czasu.

Tam gdzie pojawiły się drobne odpryski koloru czy tworzywa, zaraz pokryłem to szpachlem i zamalowałem żelkotem. Guma odbojowa która jest założona na obwodzie łodzi została przetarta preparatem do konserwacji gumy, żeby nie parciała i nie straciła na elastyczności. Przesmarowałem wszystkie otwory gwintowane, w które wkręcam uchwyty do wędek. Jak o tym się zapomni , to czasem na łowisku jest się zaskoczonym nieprzyjemnym piskiem jaki wydaje zacierający się gwint. Należało też pamiętać o podklejeniu wszystkich płaszczyzn z gumy, które w czasie minionego sezonu trochę się zużyły – np. podkładki pod silnik. Dokręcić trzeba mocowania knag i prowadnic liny kotwicznej. Przesmarować zawiasy od bakisty i sprawdzić uszczelkę pod zamknięciem, aby nie być później zaskoczonym obecnością wody w skrzynce.

Na koniec poprawiłem napisy na burcie łodzi, a zwłaszcza numer rejestracyjny, który jeśli jest słabo widoczny, a nie daj Boże jak go nie ma, może być przyczyną nieprzyjemności. Kolejnym elementem było dokładne przejrzenie uchwytów do wędek, czy wszystkie ruchome części są całe i czy nie mają ukrytych pęknięć. Potem sprawdzenie lin przy kotwicach – węzły – to jest najważniejsze. Taka kotwica ma to do siebie , że jak poluzuje się węzeł to ona nie chce wypłynąć i z reguły zostaje na dnie. A szkoda, bo dobra kotwica kosztuje. Kolejnym elementem, który mnie zaabsorbował to wiosła. Chociaż pływam na silniku to wiosełka mam zawsze przy łódce. W tym roku trzeba było wziąć szlifierkę i zedrzeć stary lakier który już popękał i na drewno zaczęła wchodzić sinica.

Potem dwie warstwy lakieru wodoodpornego i git, powinno na trzy lata starczyć. W bakistę wepchnąłem linkę – może się przydać, dulki do wioseł, tzw nocniczek czyli czerpak do wody, uchwyty do wędek i siatki. To stałe wyposażenie, później dojdą jeszcze inne drobiazgi, które są niezbędne: lornetka, kurtka przeciwdeszczowa, ręcznik a raczej szmata do rąk.
Po łodzi i jej „oprzyrządowaniu” kolej przyszła na przyczepę.

Należało ją odmalować (rudy zaczynał wyłazić). Sprawdzenie opon, świateł (stłuczony klosz przy lampie), sprawdzenie zaczepu. Przesmarowanie prowadnic i konserwacja gumowych elementów.
Łódź i przyczepa – niby tylko dodatek do naszego hobby, ale cała sobota spędzona pracowicie. Po to, aby bezpiecznie oddać się naszemu „bzikowi”.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama