Reklama

Lofoty na dalekiej północy - dorsze

25/08/2009 13:52

Jak co roku, od 13 lat, latem wędkujemy na dalekiej Północy. Naszym ulubionym tam miejscem są LOFOTY. Specjalnie nie użyłem słowa łowisko, ponieważ LOFOTY to coś więcej – po za wędkowaniem czeka na przyjezdnych wiele atrakcji turystycznych. Trzeba tam być aby zobaczyć tę krainę na własne oczy, żadne opisy i zdjęcia nie oddadzą prawdziwego uroku tego archipelagu. Pochwalę się więc tylko naszymi osiągnięciami wędkarskimi.



Zorganizowałem w tym sezonie 7 tygodniowych wypraw dla grup 4 – 6 osobowych. Tradycyjnie – dajemy na to od 7 lat gwarancje – na każdej wyprawie złowiliśmy wiele okazów powyżej magicznej „duchy”. Ten rok był pod tym względem wyjątkowy. „Wychodzi” tu nasze wieloletnie doświadczenie, znajomość łowiska i elastyczność w stosowaniu nowych technik i pomysłów na łowienie co raz to większych ryb. W tym sezonie udoskonaliliśmy bardzo prostą metodę łowienia ma dużego żywca.



Łowimy tak od kilku lat, ale na tegorocznych wyprawach skupiliśmy się właśnie na takim wędkowaniu. Metoda jest bardzo prosta, nie potrzeba żadnego systemu, żadnego dozbrajania dodatkowymi hakami przynęty, wystarczy tylko pilker z jedną dobraną do jego wielkości kotwiczką. A pilkery stosujemy nie za ciężkie. Zależy to od głębokości łowiska. W tym sezonie woda była stosunkowo zimna i ryby nie żerowały głęboko. Łowiliśmy na górkach od 20 m; dalej maksymalnie do 50 m. Najwięcej brań mieliśmy w toni, a na płytszych miejscach 20 –30 m, około 1 metra nad dnem.



Najlepsze wyniki dawało stosowanie pilkerów 120 – góra 150 gram. Nasza metoda polega na tym: w ławicę drobnego ( 25 – 35 cm ) czarniaka wpuszczamy pilker i spiningowym ruchem staramy się pozyskać żywca. Po zacięciu małego seya, opuszczamy go – kontrolując wysuwanie się linki – poniżej ławicy. Najczęściej branie następuje bardzo szybko, ponieważ ławica jest „kontrolowana” przez duże drapieżniki i wypadająca z niej rybka zachowuje się jaszcze bardo naturalnie i natychmiast zostaje połknięta. Problem jest tylko z zacięciem. Bardzo często mały czarniak zapnie się tak, że nie wystaje z jego pyszczka żaden grot kotwicy i zacięcie dużej ryby, która ma go w pysku jest nie możliwe.



Rozwiązaniem jest wyciągnięcie żywca i zahaczenie go za pyszczek tak aby nie spadł i aby wystawały dwa groty na zewnątrz. Ale często to już nie to, bo nie wypada on naturalnie z ławicy. Przy łowieniu nad dnem ta metoda jest równie skuteczna, natomiast w toni – a tam żerują największe ryby – ilość brań spada. Metodę natychmiastowego opuszczenia żywca po jego zacięciu w ławicy nazałem VA-BANK – nie wiemy co siedzi na pilkerze, jak jest zapięty i co za chwilę może się wydarzyć. Tak właśnie złowiliśmy największe ryby na LOFOTACH w tym sezonie za równo dorsze jak i czarniaki.



Kilka liczb: 4 osoby na łodzi 6 brań, 2 wyholowane dorsze o łącznej wadze 37,50 kg; 4 wędkarzy 4 brania, 4 ryby o łącznej wadze 61,00kg; 3 ryby, łączna waga 41 kg. Po to się właśnie jeździ na Lofoty. Pochwalę się rekordami: największy czarniak 19,00 Marek, było kilka sztuk po 18,00 kg, 17,50 kg nie sposób wszystkich wymienić, mógłbym kogoś pominąć. Największy dorsz: 20,00 kg to ja miałem szczęście wyholować, żabnica 18,50 kg Komancz. Na zamieszczonych zdjęciach napisałem wagę największych ryb.



Planujemy w przyszłym roku zimową wyprawę na Lofoty – w marcu, marzą nam się wielkie dorsze.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama