Dziesiątego lipca wyskoczyłem rano na jedną z pierwszych wędkarskich sesji po szczęśliwie zdanym egzaminie magisterskim. Z wyborem łowiska nie było problemu – Odra w centrum Wrocławia. Pogoda dopisywała, było słonecznie i wietrznie a stan wody był lekko podniesiony. Nastawiłem się na bolenie. W tym roku nauczyłem się je łowić skutecznie wtedy gdy nie ma oznak żerowania chociaż wiadomo, że ryby są w łowisku.
Początek wyprawy nie był udany, z pierwszej miejscówki, którą postanowiłem obłowić zmuszony byłem zejść o kiju. Udałem się na inną odnogę Odry, których we Wrocławiu nie brakuje. Po kilku rzutach padł pierwszy boleń – nieduży – taki pięćdziesiątak. Później poszło już z górki. Bolenie brały w najlepsze i to coraz większe sztuki. Dołączył do mnie kolega Szczepan poznany nad wodą i we dwóch łowiliśmy w najlepsze. Bolenie były w łowieckim amoku, mimo że na powierzchni nie było żadnych oznak żerowania. Postanowiłem przetestować różne przynęty. W roli killera najlepiej spisiał się wobler Gloog Hermes 7cm, był zdecydowanie najlepszy a przetestowałem sporo rodzajów woblerów.
Na koniec wyprawy spotkała mnie miła niespodzianka, w bezsterowego woblera uderzył sum. Hol na żyłce 0,18 mm – jak się później okazało – metrowego suma dostarczył wiele emocji, z wejściem do wody po rybę i podbieranie ręką włącznie. Tamtego poranka złowiłem około 6 boleni – wszystkie wróciły do wody, suma zabrałem ze sobą. Pozdrawiam wszystkich wędkarzy.
Komentarze