Reklama

Łowienie karpi w listopadzie

11/11/2013 16:27

Łowienie karpi w listopadzie Zasiadkę na długi weekend listopadowy związany ze świętem niepodległości planowałem zaraz po wszystkich świętych i tak w czwartek zaczęły się przygotowania. Zrobiłem sobie na te trzy nocki trochę ponad dwa kilo kulek.
W piątek 08.11.2013r zerwałem się godzinę wcześniej z pracy szybko zjadłem obiad spakowałem samochód i w drogę po ok 20min moim oczom ukazała się blisko 200h woda miejscówkę miałem już wytypowaną bo już kilka razy tam siedziałem na rybkach z dobrymi rezultatami. Wpakowałem wszystkie graty do łódki i resztę drogi do mojego miejsca pokonałem machając wiosłami. Szybki rozkładanie, stawianie markera itd. W kocu zacząłem wywozić zestawy i nęcić. Za zanętę posłużyły mi tylko kruszone i całe kulki których w pierwszy wieczór poszło ok 0,6kg. Przed zmrokiem miałem już wszystko ogarnięte i czekałem na pierwsze piii.

Ok 21 zameldowałem się już w śpiworze i pomału zaczynałem zasypiać niestety albo stety przed 22 rozbudził moje zmysły dźwięk centralki wyskakuje i widzę hangera przy kiju ponieważ zestawy mam oddalone o ok 150m zdecydowanie i mocno zacinam i czuję opór, jest… na początku ryba daję się spokojnie holować i myślę, że nie jest zbyt duża ale wchodzi gdzieś po drodze w zielsko szybko wskakuję do łódki i płynę za rybą po kilku minutach znowu czuję rybę na wędce jak tylko udało mi się go podciągnąć pod powierzchnię odwraca się przez bok i już widzę ładnego tłustego karpia ale tylko przez chwilę bo pokazuję na co go jeszcze stać i wysuwa kilka metrów żyłki z kołowrotka po kilku minutach udaje mi się podebrać rybkę wyciągam go na matę i wiem , że jest ponad 10 kilo, na brzegu okazało się, że ma duży wypchany brzuch a waga pokazuje 11.9 kg po dezynfekcji ryba wraca do domu.

Kruszę kilka kulek i płynę położyć zestaw i troszkę go podsypać, szybko wracam parkuję łódkę w krzakach i zmykam do namiotu. Odpalam piecyk żeby się zagrzać i wskakuję do śpiwora, idę spać. Do rana miałem już spokój wstaję ok 7 rano i gotuję wodę na herbatę jem śniadanie i spoglądam na wędki. Postanawiam nie zwijać zestawów tylko czekać czas szybko leci i zaczyna lekko padać deszczyk ok 15 mam kolejne branie na tym samym kiju tym razem delikatne można by powiedzieć leszczowe bo hanger opada, szybko zacinam i czuję kolejnego karpia na kiju tym razem bez problemu holuję rybę do brzegu i na macie ląduję karpik 2.9kg

Szybko zmieniam kulki na włosie kilka kruszę i płynę położyć zestaw. Następne branie mam dość szybko bo nawet nie zdążyłem się jeszcze dobrze ogarnąć po poprzednim i znowu na tą samą wędkę rybę udaje się doholować do brzegu a waga pokazuje 7.8 kg robię szybką sesję i wypuszczam zdobycz bo zaczyna coraz bardziej padać. Już w deszczu wywożę zestaw i obsypuję kruszonymi kulkami.

Do wieczora nie mam już brań a deszcz ciągle pada i pada. Podnęcam trochę wracam i kładę się spać. Nocka zleciała spokojnie tak samo cały dzień nawet nie pipsło wieczorem odwiedził mnie ojciec wykorzystałem to i jak tylko zaczęło się ściemniać wywiozłem zestawy i sypnąłem ok pół kilo kruszonych i całych kulek. Branie mam ok 19 znowu na tą samą wędkę ale tym razem karpik splątał żyłki i ściągnąłem dwa zestawy jedną wędką a waga pokazała skromne 2.6kg

szybkie psik i pstryk i znowu płynę z pierwszym zestawem opuszczam sypę garstkę kruszonych kulek i wracam po kolejny operacja się powtarza wracam i wieszam hangera na żyłce w tym samym czasie mam delikatne podciągniecie na drugiej wędce po chwili hanger lekko opada i znowu lekko do góry, sytuacja powtarza się jeszcze dwa razy ciągle stoję przy kiju jak hanger zaczyna się unosić i dochodzi do kija zacinam i czuję spory opór ryba od razu ucieka w lewą stronę a tam właśnie są zaczepy szybko wskakuję do łódki i pomału zbliżam się do zdobyczy walka trwa sporo czasu a ja jeszcze nie widziałem co mam na haku po kilku minutach udaje się podciągnąć karpia do powierzchni zdążyłem tylko zobaczyć ładnego pełnołuskiego siłacza i znowu poszedł w dno po dłuższej chwili udaje się podebrać rybę i wpakować na matę a w głowie już przemyślenia czy będzie rekord…
Na brzegu wkładam karpia do worka i czym prędzej wywożę zestaw. Wracam i szybko wszystko szykuję bo tacie się spieszy a chcę żeby pstryknął kilka fotek, szybkie warzenie i już wiem, że mam nowy rekord pełnołuskiego 12.8kg pobity raptem i 0.2kg ale jest:) pstrykamy kilka fotek i karpik odpływa w świetle latarki.

Zbieram wszystkie graty i ogrzewam się w namiocie, wypijam piwko i kładę się spać w nocy pokapuję troszkę deszczyk ale nie mam już brań.
Następnego dnia przed 6 słyszę przez sen centralkę po chwili zrywam się z łózka ale jestem tak zaspany, że nie mogę nawet znaleźć suwaka jak już udało mi się otworzyć namiot słyszę dźwięk uciekającej żyłki z kołowrotka lekki ruch korbką i delikatne zacięcie i czuję, że coś mam po kilkunastu minutach podbieram rybkę i odkładam na matę warzę dezynfekuję karpia i puszczam, na koniec dostałem jeszcze 6 kilowego miśka.

Po tym karpiu zaczynam się pomału pakować i z nad wody odjeżdżam ok 10 rano.
Jesienną zasiadkę uważam za bardzo owocną i udaną pomimo, że woda ma 10,5’C to karpię jak widać dalej odkurzają dno ze smakołyków i warto jeszcze polować na wiecznie głodne przed zimą miśki.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama