Łowienie karpi w listopadzie Zasiadkę na długi weekend listopadowy związany ze świętem niepodległości planowałem zaraz po wszystkich świętych i tak w czwartek zaczęły się przygotowania. Zrobiłem sobie na te trzy nocki trochę ponad dwa kilo kulek.
W piątek 08.11.2013r zerwałem się godzinę wcześniej z pracy szybko zjadłem obiad spakowałem samochód i w drogę po ok 20min moim oczom ukazała się blisko 200h woda miejscówkę miałem już wytypowaną bo już kilka razy tam siedziałem na rybkach z dobrymi rezultatami. Wpakowałem wszystkie graty do łódki i resztę drogi do mojego miejsca pokonałem machając wiosłami. Szybki rozkładanie, stawianie markera itd. W kocu zacząłem wywozić zestawy i nęcić. Za zanętę posłużyły mi tylko kruszone i całe kulki których w pierwszy wieczór poszło ok 0,6kg. Przed zmrokiem miałem już wszystko ogarnięte i czekałem na pierwsze piii.
Ok 21 zameldowałem się już w śpiworze i pomału zaczynałem zasypiać niestety albo stety przed 22 rozbudził moje zmysły dźwięk centralki wyskakuje i widzę hangera przy kiju ponieważ zestawy mam oddalone o ok 150m zdecydowanie i mocno zacinam i czuję opór, jest… na początku ryba daję się spokojnie holować i myślę, że nie jest zbyt duża ale wchodzi gdzieś po drodze w zielsko szybko wskakuję do łódki i płynę za rybą po kilku minutach znowu czuję rybę na wędce jak tylko udało mi się go podciągnąć pod powierzchnię odwraca się przez bok i już widzę ładnego tłustego karpia ale tylko przez chwilę bo pokazuję na co go jeszcze stać i wysuwa kilka metrów żyłki z kołowrotka po kilku minutach udaje mi się podebrać rybkę wyciągam go na matę i wiem , że jest ponad 10 kilo, na brzegu okazało się, że ma duży wypchany brzuch a waga pokazuje 11.9 kg po dezynfekcji ryba wraca do domu.
Kruszę kilka kulek i płynę położyć zestaw i troszkę go podsypać, szybko wracam parkuję łódkę w krzakach i zmykam do namiotu. Odpalam piecyk żeby się zagrzać i wskakuję do śpiwora, idę spać. Do rana miałem już spokój wstaję ok 7 rano i gotuję wodę na herbatę jem śniadanie i spoglądam na wędki. Postanawiam nie zwijać zestawów tylko czekać czas szybko leci i zaczyna lekko padać deszczyk ok 15 mam kolejne branie na tym samym kiju tym razem delikatne można by powiedzieć leszczowe bo hanger opada, szybko zacinam i czuję kolejnego karpia na kiju tym razem bez problemu holuję rybę do brzegu i na macie ląduję karpik 2.9kg
Szybko zmieniam kulki na włosie kilka kruszę i płynę położyć zestaw. Następne branie mam dość szybko bo nawet nie zdążyłem się jeszcze dobrze ogarnąć po poprzednim i znowu na tą samą wędkę rybę udaje się doholować do brzegu a waga pokazuje 7.8 kg robię szybką sesję i wypuszczam zdobycz bo zaczyna coraz bardziej padać. Już w deszczu wywożę zestaw i obsypuję kruszonymi kulkami.
Do wieczora nie mam już brań a deszcz ciągle pada i pada. Podnęcam trochę wracam i kładę się spać. Nocka zleciała spokojnie tak samo cały dzień nawet nie pipsło wieczorem odwiedził mnie ojciec wykorzystałem to i jak tylko zaczęło się ściemniać wywiozłem zestawy i sypnąłem ok pół kilo kruszonych i całych kulek. Branie mam ok 19 znowu na tą samą wędkę ale tym razem karpik splątał żyłki i ściągnąłem dwa zestawy jedną wędką a waga pokazała skromne 2.6kg
szybkie psik i pstryk i znowu płynę z pierwszym zestawem opuszczam sypę garstkę kruszonych kulek i wracam po kolejny operacja się powtarza wracam i wieszam hangera na żyłce w tym samym czasie mam delikatne podciągniecie na drugiej wędce po chwili hanger lekko opada i znowu lekko do góry, sytuacja powtarza się jeszcze dwa razy ciągle stoję przy kiju jak hanger zaczyna się unosić i dochodzi do kija zacinam i czuję spory opór ryba od razu ucieka w lewą stronę a tam właśnie są zaczepy szybko wskakuję do łódki i pomału zbliżam się do zdobyczy walka trwa sporo czasu a ja jeszcze nie widziałem co mam na haku po kilku minutach udaje się podciągnąć karpia do powierzchni zdążyłem tylko zobaczyć ładnego pełnołuskiego siłacza i znowu poszedł w dno po dłuższej chwili udaje się podebrać rybę i wpakować na matę a w głowie już przemyślenia czy będzie rekord…
Na brzegu wkładam karpia do worka i czym prędzej wywożę zestaw. Wracam i szybko wszystko szykuję bo tacie się spieszy a chcę żeby pstryknął kilka fotek, szybkie warzenie i już wiem, że mam nowy rekord pełnołuskiego 12.8kg pobity raptem i 0.2kg ale jest:) pstrykamy kilka fotek i karpik odpływa w świetle latarki.
Zbieram wszystkie graty i ogrzewam się w namiocie, wypijam piwko i kładę się spać w nocy pokapuję troszkę deszczyk ale nie mam już brań.
Następnego dnia przed 6 słyszę przez sen centralkę po chwili zrywam się z łózka ale jestem tak zaspany, że nie mogę nawet znaleźć suwaka jak już udało mi się otworzyć namiot słyszę dźwięk uciekającej żyłki z kołowrotka lekki ruch korbką i delikatne zacięcie i czuję, że coś mam po kilkunastu minutach podbieram rybkę i odkładam na matę warzę dezynfekuję karpia i puszczam, na koniec dostałem jeszcze 6 kilowego miśka.
Po tym karpiu zaczynam się pomału pakować i z nad wody odjeżdżam ok 10 rano.
Jesienną zasiadkę uważam za bardzo owocną i udaną pomimo, że woda ma 10,5’C to karpię jak widać dalej odkurzają dno ze smakołyków i warto jeszcze polować na wiecznie głodne przed zimą miśki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze