Z racji tego, że jak dla mnie sezon wędkarski powoli się kończy wybrałem się na poranne obcowanie z naturą. Poranek ładny zbyt wcześnie nie wstawałem bo dopiero o 8:20 byłem nad wodą, więc Słońce już trochę grzało. Jedyne co mogło przeszkadzać to wiatr, który dość mocno wiał. Ale to nie powód do narzekanie bo takie rzeczy to dla nas- Wędkarzy- norma ;).
Jak zwykle pojechałem nad zalew w Siedleminie i zacząłem szukać miejscówki koło kościoła. W oczy rzuciło mi się miejsce, które bardzo lubię ale niestety było zajęte przez... łabędzie. Obserwowałem je od dłuższego czasu i aż nie mogłem się nadziwić, że te małe szare istotki tak wyrosły (zdjęcia), pamiętam je jeszcze gdy były wielkości dużego jabłka a teraz są już prawie dorosłymi osobnikami. Nie chciałem ich przeganiać bo bardzo lubię tę gromadkę, więc poszedłem miejsce obok. Pod ciągłą obserwacją dwóch najstarszych z nich rozłożyłem stanowisko. Czułem się szczerze mówiąc jak bym był pod stałym nadzorem i szczerze mówiąc tak było bo nie spuszczały mnie z oka ani na chwile. Siedziały strasznie blisko więc usiadłem się bokiem żeby widzieć i je i wędki. Nie miałem zamiaru ich denerwować tylko wolałem widzieć co za moimi plecami się dzieje.
Po około godzinie pierwsze branie, po krótkim holu ryba trafiła do podbieraka, okazało się, że to leszczyk. Leszczy w tym sezonie nad zalewem mi nie brakowało bynajmniej było ich aż za dużo ale lepsze to niż nic :). Szkoda tylko, że nie udało mi się w tym sezonie złowić żadnej patelni na którą polowałem przez całe wakacje. I gdy tak rozmyślałem słyszę, że mam kolejne branie. Kolejny leszczyk, trochę większy ale również średniak. I można powiedzieć, że od momentu drugiego brania regularnie co jakieś 15 minut meldowała się na zmianę płoć i leszcz. Tych pierwszych złowiłem dwie sztuki jedna aż cud że połknęła haczyk bo była tak mała, a druga nawet ładna ale i tak wróciła do wody zresztą jak wszystkie ryby. Leszcze były mniej więcej tej samej wielkości czyli około 30 cm, ogólnie w podbieraku wylądowało pięć sztuk leszczy. Wyjazd uważam za udany tym bardziej, że koledzy po kiju którzy siedzieli obok mówili, że nic nie złowili więc mogę się cieszyć.
To na pewno nie była ostatnia wyprawa bo na pewno zamelduję się jeszcze nad wodą więc życzcie mi powodzenia, tak jak ja życzę i Wam!!!
Komentarze