Reklama

Łowisko Wędrynia.

20/08/2019 22:14

ŁOWISKO WĘDRYNIA
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, ale 10 kilometrów za Olesnem, w Wędryni, znajduje się należący do Koła PZW Olesno „Rzemieślnik”, urokliwy staw typu „złów i wypuść”. Droga dojazdowa i także objazdowa z trzech stron stawu i daszek zakrywający stolik i ławkę stanowią infrastrukturę wędkarską, i przekonują, że mamy do czynienia z dobrze zagospodarowanym łowiskiem.  Amator kąpieli nie ma tu co szukać, a asystent wędkarza może się opalać na szerokim, płaskim brzegu od strony łąki i asfaltu. Lekko przepływowa woda wypełnia dołki i płaskie, szerokie przestrzenie, głębokie w zakresie od 40 do 200 cm. Jest to młody zbiornik i dlatego grążele bytują na jego powierzchni jakby nieśmiało, za to jako roślinność zakryta mogą sprawić niespodziankę w różnych miejscach. W dniu 13 sierpnia 2019 r. miałem przyjemność łowić na tym łowisku na zawodach i to był mój pierwszy, bardzo sympatyczny kontakt z tą wodą. Miałem ze sobą tylko tyczkę, a łowić wypadło mi między drzewem i granicą stanowiska. Nie mogłem łowić przy drzewie, bo gałęzie i nie mogłem łowić przy granicy mojego terytorium, bo dysponując laską z amortyzatorem nie utrzymam ryby w wyznaczonych mi granicach. Ustawiłem się na środku, gdzie wypadło mi łowić za dwoma gniazdami grążeli i złowione ryby holować przez przesmyk między gniazdami grążeli. Było to dla amatora trudne miejsce.
W nocy padał deszcz, ale ranek zalewał nas słońcem i chyba z powodu tej radosnej zmiany ryby ujawniały swą obecność na całej powierzchni stawu. Wygruntowałem i ustaliłem, że po lewej mam 140 cm wody a po prawej 145 z tendencją do 150 cm. Nie ujawniłem zaczepów i to mnie cieszyło. Łowiłem na kolorowe robaczki, najczęściej żółte i czerwone, a w końcowej fazie na pinkee, w tych samych kolorach lub w kolorach barw narodowych. Wszystko było skuteczne. Należało jedynie być cierpliwym i czujnym. W ciągu czterech godzin łowienia tylko raz się zdarzyło, że mój spławik o wyporności 1 gram został zatopiony. Brania były bardzo delikatne. Zasadniczo przynętę chwytały atrakcyjne ryby. Amury odchodziły na otwartą wodę i przez to dawały większe szanse wędkarzowi. Karasie uciekały na boki i dawały się odciągnąć od wysp grążeli. Linki nurkowały do dna i uciekały w  podwodne grążele. Wtedy z reguły były nie do wyjęcia. Tylko raz wyczekałem linka na napiętej żyłce przez jakieś dwie i pół minuty i udało się. Linek wyszedł z grążeli i wprowadziłem go do siatki. Za ten manewr nadaję sobie tytuł doktora. Łowiłem jeszcze 30 cm jazie i płotki powyżej 25 cm. Wiem, że w łowisku są karpie i okonie. Największą złowioną rybą na tych zawodach był karp o masie powyżej 2,8 kg. O atrakcyjności łowiska niech przekonują wyniki. Kolega Krzysztof uzyskał powyżej 9000 punktów, kolega Kamil – ponad 10 000 pkt. Kolega Wojtek łowiąc na kukurydzę zapiętą pinkę uzyskał ponad 6800 pkt a koleżanka Grażyna używając tylko czerwonych robaków zanotowała ponad 4800 pkt. Na moim stanowisku w ostatniej godzinie łowienia miałem średnio jedno branie dużej ryby raz na 10 minut łowienia. Generalizując, łowisko jest wspaniałe, przyjazne dla wędkarza i może dostarczyć wielkich emocji.  Na zawodach wszyscy złowili ryby, bez różnicy, czy to była tyczka 13 m, bat na 6 czy 8 metrów lub odległościówka.  Prawdopodobnie ten pozytywny stan rzeczy może się tylko poprawiać.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama