Czerwiec zaczął się radośnie i ciekawie bo moja rodzina zyskała kolejnego członka, przyszedł on na świat, co prawda maju jednak progi naszego domu przekroczył w czerwcu. Ja będąc w domu od połowy maja kombinowałem jak by tu na ryby się wybrać więc obmyśliłem sprytny plan o błyskawicznym karpiowaniu.
Uruchomiłem moje pływadełko z pod znaku czerwonej gwiazdy i wyruszyłem na wodę w celu wytypowania ciekawych miejsc do położenia zestawów i nęcenia.
Przygotowałem kilka pachnących karpiami miejsc i między czas postanowiłem wykorzystać dołowienia batem lub odległościówką. Nęciłem miejsca od połowy maja i w czerwcu postanowiłem w końcu coś połowić. Dodam jednak że łowiłem w bardzo nietypowej porze t.j. od 8:10 do 10:00 sporadycznie do 11:00 godziny tak mało korzystne z racji wożenia córeczki do przedszkola .
Ale pierwsza zasiadka wypadła korzystnie bo dwa spięte brania i jeden karpik wylądował bezpiecznie na brzegu.
Wypuściłem malucha i zwinąłem sprzęt w drugim dniu na mojej miejscóweczce zastałem starszego człowieka który z bezczelną miną siedział usiłując połowić w miejscu gdzie nie siał a jak mówi stare powiedzenie „ kto nie sieje ten nie zbiera”, zblokował tylko miejsce i nic nie połapał ja poszedłem na awaryjne miejsce i miałem znowu ślicznego karpika może około 3 kg ale wypiął się w wodzie, myślę żeby starszy człowiek nie widział.
I tu nagle dobiega głos dziadka co biorą myślę sobie „ku………….wa” , przyfilował dziadyga drugie miejsce spalone.
W kolejnym dniu mało nie siadłem z wrażenia bo dziadki się sklonowały dwa nęcone miejsca obsadzone, zadowoleni z siebie emeryci bezczelnymi minami przypadek myślę, zrezygnowałem z palenia trzeciej i ostatniej szykowanej miejscówki i rozłożyłem bacik pobawiłem się z drobnicą na bacie i wróciłem do domu wieczorem przyjechałem zbadać stan nikogo myślę idę z wiadereczkeim ciach zanętę do wody a ty nagle z lasu wychyla się dziadek i „Panie a czym pan tam nęcisz?”, więc odpowiadam grzecznie ze proteiną bo wiem że oni na to nie łowią.
Nie wiedziałem jeszcze że zyskałem prześladowcę i byłem ciągle obserwowany, a zaabsorbowany łowieniem rybek nie zwracałem uwagi na otoczenie .
Wydało się gdy poszedłem się odlać to mało na dziadka nie nasikałem, wkurzony mówię do dziadka czy ma zamiar na mojego Wacka patrzeć , a on jakąś bajkę o czereśniach które tu sadził i szuka.
Po tej akcji spotkałem znajomego i zapytałem o człowieka a on na to że gościu chodzi cały dzień po gliniakach patrzy gdzie kto sypie lub co złowi i potem zawsze go tam pełno. Więc doczekałem się pasożyta który na mojej pracy postanowił lodówkę sobie zapchać.
Zrezygnowałem na tydzień z karpiowania i łowiłem tylko batem obserwując czy nie jestem obserwowany i dziadek zawsze stał gdzieś w lesie.
Wytrzymałem do trzydziestego czerwca sytuacja była na tyle nie miła że zaprzestałem łowienia tylko zająłem się typowaniem miejsc ale tylko po to żeby zobaczyć czy mój dziadek tam jest i był.
Zwinąłem ponton i udałem że odjeżdżam, byłem już na tyle podirytowany że postanowiłem oduczyć dziadka podglądactwa i natręctwa.
Mogę śmiało powiedzieć że las jest dla mnie przyjaznym środowiskiem więc obszedłem emeryta łukiem i tym razem to ja zrobiłem małą zasadzkę na gościa i gdy przechodził zaskoczyłem faceta i nie zacytuje w pełni przerywników które użyłem w czasie wypowiedzi ale ogólnie padły słowa topienie i odpierz się ode mnie dziadku.
I cud się stał facet już od kilku dni nie podchodzi nie prześladuje a nawet zaprzestał łowienia na tym samym stawie co ja.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze