Reklama

Łowiskowy stalking

04/07/2014 07:03

Czerwiec zaczął się radośnie i ciekawie bo moja rodzina zyskała kolejnego członka, przyszedł on na świat, co prawda maju jednak progi naszego domu przekroczył w czerwcu. Ja będąc w domu od połowy maja kombinowałem jak by tu na ryby się wybrać więc obmyśliłem sprytny plan o błyskawicznym karpiowaniu.

Uruchomiłem moje pływadełko z pod znaku czerwonej gwiazdy i wyruszyłem na wodę w celu wytypowania ciekawych miejsc do położenia zestawów i nęcenia.

Przygotowałem kilka pachnących karpiami miejsc i między czas postanowiłem wykorzystać dołowienia batem lub odległościówką. Nęciłem miejsca od połowy maja i w czerwcu postanowiłem w końcu coś połowić. Dodam jednak że łowiłem w bardzo nietypowej porze t.j. od 8:10 do 10:00 sporadycznie do 11:00 godziny tak mało korzystne z racji wożenia córeczki do przedszkola .
Ale pierwsza zasiadka wypadła korzystnie bo dwa spięte brania i jeden karpik wylądował bezpiecznie na brzegu.
Wypuściłem malucha i zwinąłem sprzęt w drugim dniu na mojej miejscóweczce zastałem starszego człowieka który z bezczelną miną siedział usiłując połowić w miejscu gdzie nie siał a jak mówi stare powiedzenie „ kto nie sieje ten nie zbiera”, zblokował tylko miejsce i nic nie połapał ja poszedłem na awaryjne miejsce i miałem znowu ślicznego karpika może około 3 kg ale wypiął się w wodzie, myślę żeby starszy człowiek nie widział.

I tu nagle dobiega głos dziadka co biorą myślę sobie „ku………….wa” , przyfilował dziadyga drugie miejsce spalone.

W kolejnym dniu mało nie siadłem z wrażenia bo dziadki się sklonowały dwa nęcone miejsca obsadzone, zadowoleni z siebie emeryci bezczelnymi minami przypadek myślę, zrezygnowałem z palenia trzeciej i ostatniej szykowanej miejscówki i rozłożyłem bacik pobawiłem się z drobnicą na bacie i wróciłem do domu wieczorem przyjechałem zbadać stan nikogo myślę idę z wiadereczkeim ciach zanętę do wody a ty nagle z lasu wychyla się dziadek i „Panie a czym pan tam nęcisz?”, więc odpowiadam grzecznie ze proteiną bo wiem że oni na to nie łowią.

Nie wiedziałem jeszcze że zyskałem prześladowcę i byłem ciągle obserwowany, a zaabsorbowany łowieniem rybek nie zwracałem uwagi na otoczenie .
Wydało się gdy poszedłem się odlać to mało na dziadka nie nasikałem, wkurzony mówię do dziadka czy ma zamiar na mojego Wacka patrzeć , a on jakąś bajkę o czereśniach które tu sadził i szuka.
Po tej akcji spotkałem znajomego i zapytałem o człowieka a on na to że gościu chodzi cały dzień po gliniakach patrzy gdzie kto sypie lub co złowi i potem zawsze go tam pełno. Więc doczekałem się pasożyta który na mojej pracy postanowił lodówkę sobie zapchać.
Zrezygnowałem na tydzień z karpiowania i łowiłem tylko batem obserwując czy nie jestem obserwowany i dziadek zawsze stał gdzieś w lesie.

Wytrzymałem do trzydziestego czerwca sytuacja była na tyle nie miła że zaprzestałem łowienia tylko zająłem się typowaniem miejsc ale tylko po to żeby zobaczyć czy mój dziadek tam jest i był.

Zwinąłem ponton i udałem że odjeżdżam, byłem już na tyle podirytowany że postanowiłem oduczyć dziadka podglądactwa i natręctwa.

Mogę śmiało powiedzieć że las jest dla mnie przyjaznym środowiskiem więc obszedłem emeryta łukiem i tym razem to ja zrobiłem małą zasadzkę na gościa i gdy przechodził zaskoczyłem faceta i nie zacytuje w pełni przerywników które użyłem w czasie wypowiedzi ale ogólnie padły słowa topienie i odpierz się ode mnie dziadku.

I cud się stał facet już od kilku dni nie podchodzi nie prześladuje a nawet zaprzestał łowienia na tym samym stawie co ja.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama